Dzieje duszy Rozdzia? III
Czytelnia - DZIEJE DUSZY - ?w - ?w. Teresa od Dzieci?tka Jezus

Dzieje duszy
?w. Teresa od Dzieci?tka Jezus (Teresa Martin)

Rozdzia? III

Nauka u Benedyktynek

Dzieci?ce zabawy. Pierwsza Komunia ?wi?ta Celinki. Paulinka wst?puje do Karmelu. Teresa zapada na zdrowiu. Ob?óczyny Paulinki. Tajemnicza choroba. U?miech Naj?wi?tszej Panny.

Mia?am lat osiem i pó?, kiedy Leonia opu?ci?a pensj? a ja zaj??am jej miejsce w Opactwie (1). Cz?sto s?ysza?am, ?e czas sp?dzony na pensji jest najlepszym i najmilszym okresem ?ycia; tego nie mo?na powiedzie? o mnie. Pi?? lat, które tam sp?dzi?am, to najsmutniejsze lata mego ?ycia; gdybym nie mia?a przy sobie mojej kochanej Celiny, rozchorowa?abym si? przed up?ywem miesi?ca... Biedny ma?y kwiatek przyzwyczajony by? zapuszcza? swe s?abe korzenie w wybran? ziemi?, przygotowan? specjalnie dla niego; jak?e ci??ko mu by?o, gdy znalaz? si? po?ród kwiatów wszystkich gatunków, maj?cych cz?sto niezbyt delikatne korzenie, i by? zmuszony czerpa? konieczne do ?ycia soki ze wspólnej ziemi!...

Tak dobrze mnie przygotowa?a?, moja Matko, ?e przybywaj?c na pensj?, umia?am wi?cej ni? pozosta?e dzieci w moim wieku; umieszczono mnie w klasie uczennic o wiele wi?kszych ode mnie. Jedna z nich, maj?ca trzyna?cie czy czterna?cie lat, by?a niezbyt inteligentna, ale potrafi?a imponowa? uczennicom a nawet nauczycielkom. Widz?c, ?e chocia? tak male?ka, jestem prawie zawsze pierwsza w klasie, niew?tpliwie do?wiadcza?a wybaczalnej u pensjonarki zazdro?ci i odp?aca?a mi na tysi?c sposobów za moje ma?e sukcesy...

B?d?c z natury nie?mia?? i delikatn?, nie wiedzia?am, jak si? broni?, i nic nie mówi?c, tylko p?aka?am; nawet Tobie si? nie skar?y?am. Nie posiada?am jednak dostatecznej cnoty, by wznie?? si? ponad te n?dze ?ycia, i moje ma?e biedne serce cierpia?o bardzo... Na szcz??cie ka?dego wieczoru odnajdywa?am swoje rodzinne ognisko, tote? rado?? wst?powa?a w moje serce; wskakiwa?am na kolana mego Króla, opowiadaj?c mu o otrzymanych stopniach, a jego poca?unek pozwala? mi zapomnie? o wszystkich troskach... Z jak?? rado?ci? obwie?ci?am wynik mojej pierwszej klasówki (zadanie z Historii ?wi?tej); tylko jeden punkt brakowa? mi do zdobycia stopnia celuj?cego; nie zna?am imienia ojca Moj?esza. By?am wi?c pierwsza i przynios?am pi?kn? srebrn? odznak?. W nagrod? da? mi Tatu? ?liczn? ma?? monet?, cztery sous, któr? w?o?y?am do szkatu?ki przeznaczonej do tego, by w ka?dy czwartek przyjmowa? now? monet?, zawsze tej samej wielko?ci... (z tej to szkatu?ki czerpa?am, ilekro? w wielkie ?wi?ta chcia?am da? z mojej kasy ofiar? podczas zbiórki na rozszerzanie Wiary lub inne podobne dzie?o). Paulina, zachwycona sukcesami swej ma?ej uczennicy, podarowa?a mi pi?kne "serso" (2) chc?c mnie zach?ci? do dalszej pilno?ci w nauce. Biedna ma?a rzeczywi?cie potrzebowa?a tych rodzinnych rado?ci, bez których jej ?ycie na pensji by?oby zbyt ci??kie.

Popo?udnie czwartkowe by?o wolne, ale to ju? nie to samo co wolne Pauliny; nie sp?dza?am go w "belwederze" wspólnie z Tatusiem... Trzeba by?o bawi? si? nie tylko z Celin? - bardzo lubi?am by? tylko z ni? - ale tak?e z moimi kuzyneczkami i ma?ymi Maudelonde; (3) by?a to dla mnie prawdziwa przykro??. Nie umiej?c bawi? si?, jak inne dzieci, nie by?am mi?? towarzyszk? zabaw, mimo ?e czyni?am wszystko co mog?am, by na?ladowa? inne, robi?am to bez powodzenia i bardzo si? nudzi?am, zw?aszcza, gdy trzeba by?o przez ca?e popo?udnie ta?czy? kadryla. Jedyn? rzecz?, która sprawia?a mi przyjemno??, by?a wyprawa do ogrodu gwiazdy (4), tote? by?am tam wsz?dzie pierwsza, zbiera?am mnóstwo kwiatów, a poniewa? wiedzia?am, gdzie mo?na znale?? najpi?kniejsze, wzbudza?am tym zazdro?? u ma?ych towarzyszek...

Cieszy?am si? równie?, gdy czasem przypadkiem znalaz?am si? sama z ma?? Mari? - bez Celiny Maudelonde, która zaci?ga?a nas do zwyk?ej zabawy - poniewa? ta zostawia?a mi wolno?? wyboru i wybiera?am zawsze zupe?nie now? zabaw?. Maria i Teresa stawa?y si? dwoma pustelnikami maj?cymi jedynie ubogi sza?as, pólko zbo?a i odrobin? jarzyn, które uprawiali. ?ycie ich up?ywa?o na nieprzerwanej kontemplacji, to znaczy, ?e jeden z pustelników zajmowa? miejsce drugiego na modlitwie, gdy tamtemu przypad?o z kolei zajmowa? si? ?yciem czynnym. Wszystko to odbywa?o si? w milcz?cym porozumieniu, w sposób najdoskonalej zakonny. Kiedy przychodzi?a Ciocia i bra?a nas na spacer, nawet na ulicy nie przerywa?y?my naszej zabawy. Obaj pustelnicy odmawiali wspólnie ró?aniec na palcach, by nie okazywa? swej pobo?no?ci niedyskretnym przechodniom. A? tu pewnego dnia najm?odszy pustelnik zapomnia? si?; otrzymawszy na podwieczorek ciastko, zrobi? wielki znak krzy?a, co wywo?a?o ?miech wszystkich profanów wieku...

By?y?my z Mari? zawsze tego samego zdania, mia?y?my do tego stopnia podobne upodobanie, ?e kiedy? nasze zjednoczenie woli przesz?o wszelkie granice. Wracaj?c wieczorem z Opactwa, powiedzia?am do Marii: "Prowad? mnie, ja zamkn? oczy" - "Ja chc? tak?e zamkn??" odpowiedzia?a mi. Od s?ów do czynu; bez dyskusji ka?da z nas spe?ni?a swoj? wol?... Znajdowa?y?my si? na chodniku, nie by?o wi?c obawy co do pojazdów. Po mi?ym kilkuminutowym spacerze, podczas którego rozkoszowa?y?my si? "chodzeniem na ?lepo", dwa ma?e roztrzepa?ce przewróci?y si? razem na skrzynie stoj?ce przed drzwiami sklepu, ale nie na tym koniec, przewróci?y równie? skrzynie. Rozgniewany kupiec wybieg? zbiera? swój towar, a dwaj dobrowolni ?lepcy poderwali si? sami i poszli wielkimi krokami z szeroko otwartymi oczyma, s?uchaj?c s?usznych wymówek Joanny, rozgniewanej równie jak kupiec!... Postanowi?a nas za kar? rozdzieli? i od tego dnia Maria i Celina chodzi?y razem, a ja odbywa?am drog? z Joann?. To po?o?y?o kres naszemu wielkiemu zjednoczeniu woli, a i starszym nie wysz?o na z?e, bo w przeciwie?stwie do nas nie mia?y nigdy tego samego zdania i sprzecza?y si? przez ca?? drog?. Tak oto zapanowa? ca?kowity pokój.

Nie wspomnia?am jeszcze nic o mojej za?y?o?ci z Celin?. Ach! gdyby mi przysz?o opowiedzie? wszystko, nigdy bym nie sko?czy?a...

W Lisieux role si? zmieni?y; z Celiny zrobi? si? ma?y, psotny figlarz, Teresa natomiast sta?a si? dzieckiem ?agodnym, ale nadmiernie sk?onnym do p?aczu. Mimo to Celina i Teresa kocha?y si? coraz bardziej. Nieraz wynika?y mi?dzy nimi sprzeczki, ale nie by?o to nic powa?nego i w gruncie rzeczy by?y zawsze tego samego zdania. Mog? wyzna?, ?e moja kochana siostrzyczka nit zrobi?a mi nigdy przykro?ci; by?a dla mnie promieniem s?o?ca, zawsze mnie rozwesela?a i pociesza?a... Któ? zdo?a wypowiedzie? jak dzielnie broni?a mnie w Opactwie, gdy by?am oskar?ana?... Tak si? troszczy?a o moje zdrowie, ?e mnie to ju? czasem nu?y?o. Bez znu?enia natomiast potrafi?am patrze? jak si? bawi?a; ustawia?a w szeregu ca?y zast?p naszych laleczek i prowadzi?a z nimi lekcje jak prawdziwa nauczycielka dbaj?c jednak o to, by jej córeczki okazywa?y si? zawsze m?dre, moje natomiast by?y cz?sto wyrzucane za drzwi za z?e sprawowanie... Mówi?a mi cz?sto, czego uczono w jej klasie, co mnie bardzo bawi?o i uwa?a?am j? za niewyczerpane ?ród?o wiedzy. Tytu?owano mnie "córeczk? Celiny", a gdy ona by?a na mnie zagniewana, najwy?sz? oznak? jej niezadowolenia by?o stwierdzenie: "Nie jeste? ju? moj? córeczk?, sko?czone, zapami?taj to sobie na zawsze!..." Nie pozostawa?o mi wi?c nic innego, tylko p?aka? jak Magdalena i b?aga? j?, by mnie uwa?a?a nadal za swoj? córeczk?; wkrótce ?ciska?a mnie i obiecywa?a, ?e nie b?dzie ju? o niczym pami?ta?!... Chc?c mnie pocieszy?, bra?a jedn? ze swych lalek i mówi?a do niej: "Moja kochana, u?ciskaj twoj? cioci?". Pewnego razu lalka tak si? pospieszy?a z serdecznym u?ciskiem, ?e w?o?y?a mi swe malutkie r?czki do nosa... Celina, która nie zrobi?a tego umy?lnie, patrzy?a ze zdumieniem, jak lalka wisia?a mi u nosa; wkrótce ciocia odrzuci?a zbyt serdeczny u?cisk swojej siostrzenicy i z ca?ego serca si? roze?mia?a z tak niezwyk?ej przygody.

Najzabawniejszy by? widok, jak razem kupowa?y?my w sklepie prezenty, ukrywaj?c si? pilnie jedna przed drug?. Dysponuj?c tylko dziesi?cioma sou, chcia?y?my mie? pi?? albo sze?? najrozmaitszych przedmiotów, a musia?y to by? rzeczy najpi?kniejsze. Zachwycone naszymi sprawunkami, z niecierpliwo?ci? oczekiwa?y?my Nowego Roku, by móc w ko?cu ofiarowa? nasze wspania?e podarunki. Ta, która zbudzi?a si? pierwsza, spieszy?a z?o?y? drugiej noworoczne ?yczenia, po czym sk?ada?y?my sobie podarunki i ka?da zachwyca?a si? otrzymanymi skarbami za dziesi?? sou!...

Te ma?e podarki sprawia?y nam prawie tyle samo rado?ci co pi?kne prezenty noworoczne mojego wuja; by?y one zreszt? dopiero pocz?tkiem rado?ci. Tego dnia ubiera?y?my si? szybko i ka?da czatowa?a, by skoczy? Tatusiowi na szyj?; gdy opuszcza? swój pokój, w ca?ym mieszkaniu rozlega?y si? okrzyki rado?ci, a biedny Ojczulek zdawa? si? by? szcz??liwym, widz?c nasze zadowolenie... Podarki, które Maria i Paulina dawa?y swym córeczkom, nie mia?y zbyt wielkiej warto?ci, ale równie? stawa?y si? dla nich powodem wielkiej rado?ci. Ach! w tym wieku nie by?y?my gryma?ne; dusze nasze rozchyla?y si? jak ?wie?e kwiaty, szcz??liwe, ?e mog? przyj?? porann? ros?... Ten sam powiew ko?ysa? nasze kielichy, i to, co sprawia?o rado?? lub zmartwienie jednej z nas, by?o tym samym dla drugiej. Tak, nasze rado?ci by?y wspólne, tote? bardzo g??boko prze?y?am pi?kny dzie? pierwszej Komunii ?w. drogiej Celiny (5). Maj?c dopiero siedem lat, nie ucz?szcza?am jeszcze do Opactwa, zachowa?am jednak w sercu najmilsze wspomnienie przygotowania, jakie Ty, droga Matko, odbywa?a? z Celin?; co wieczór bra?a? j? na kolana i mówi?a? jej o tym wielkim kroku, jaki j? czeka?. Ja równie? s?ucha?am pilnie, poniewa? chcia?am si? te? przygotowa?; cz?sto mi jednak powtarza?a?, ?e ja jeszcze nie pójd?, bo jestem za ma?a, tote? smutek nape?nia? mi serce i snu?am rozwa?ania, ?e cztery lata to wcale nie za wiele, by przygotowa? si? na przyj?cie Pana Boga...

Którego? wieczoru s?ysza?am, jak mówi?a?, ?e od pierwszej Komunii ?w. trzeba rozpocz?? nowe ?ycie; postanowi?am wi?c nie czekaj?c na ten dzie?, zacz?? je natychmiast razem z Celin?... Nigdy nie odczuwa?am mocniej swojej mi?o?ci dla niej, jak podczas jej trzydniowych rekolekcji; pierwszy raz w ?yciu by?am z dala od niej, nie spa?am w jej ?ó?ku... Pierwszego dnia zapominaj?c, ?e nie wróci do domu, schowa?am dla niej p?czek czere?ni, które mi Tatu? kupi?, a widz?c, ?e nie przychodzi, bardzo si? zasmuci?am. Tatu? pocieszy? mnie mówi?c, ?e jutro zaprowadzi mnie do Opactwa, bym zobaczy?a Celin? i da?a jej inny p?czek czere?ni!... Dzie? pierwszej Komunii ?w. Celiny pozostawi? we mnie podobne wra?enia jak dzie? mojej w?asnej.

Budz?c si? rano, samiute?ka w wielkim ?ó?ku, czu?am si? przepe?niona rado?ci?. "To ju? dzi?!... Wielki dzie? nadszed?!..." - powtarza?am bez ko?ca. Zdawa?o mi si?, ?e to ja mam przyst?pi? do pierwszej Komunii. Jestem przekonana, ?e sama równie? otrzyma?am w tym dniu wielkie ?aski i zaliczam go do najpi?kniejszych w mym ?yciu...

Cofn??am si? nieco wstecz, by przywo?a? to mi?e i s?odkie wspomnienie; teraz zamierzam opowiedzie? o bolesnym do?wiadczeniu, które rozdar?o serce ma?ej Tereni, kiedy to Jezus zabra? jej drog? mamusi?, jej Paulin?, tak serdecznie kochan?...

Pewnego dnia zwierzy?am si? Paulinie, ?e chc? zosta? pustelnikiem i pój?? z ni? na odleg?? pustyni?, na co ona odpowiedzia?a, ?e podziela moje pragnienie i poczeka a? podrosn? i b?d? mog?a odej??. By?o to zapewne powiedziane ?artem, ale Terenia wzi??a ca?kiem na serio. Jaki? wi?c by? jej ból, gdy którego? dnia us?ysza?a, jak jej droga Paulina rozmawia?a z Mari? o swym rych?ym wst?pieniu do Karmelu... Nie wiedzia?am co to jest Karmel, ale zrozumia?am, ?e Paulina mnie opu?ci, by wst?pi? do klasztoru, zrozumia?am, ?e nie b?dzie na mnie czeka?, ?e strac? zatem moj? drug? Matk?!... Ach! czy? zdo?am wypowiedzie? udr?k? mego serca?... W jednej chwili poj??am, czym jest ?ycie; dotychczas nie wydawa?o mi si? tak smutne, ale kiedy ukaza?o mi ca?? swoj? rzeczywisto?? spostrzeg?am, ?e jest nieustannym cierpieniem i roz??k?, j?ka?am gorzkimi ?zami, bo nie wiedzia?am jeszcze, co to jest rado?? p?yn?ca z ofiary; by?am s?aba, tak s?aba, ?e uwa?am za wielk? ?ask? zdolno?? przetrzymania tak ci??kiego do?wiadczenia, które zdawa?o si? przerasta? moje si?y!... Gdybym mog?a stopniowo oswoi? si? z my?l? o odej?ciu Pauliny nie cierpia?abym tak bardzo, ale poniewa? dowiedzia?am si? o tym nagle, wiadomo?? ta przeszy?a moje serce niby miecz...

Nigdy nie zapomn?, moja droga Matko, z jak? czu?o?ci? mnie pociesza?a?... Potem t?umaczy?a? mi ?ycie Karmelu, które ogromnie mi si? podoba?o! Rozwa?aj?c to, co mi powiedzia?a?, poczu?am, ?e Karmel jest t? pustyni?, na któr? i mnie Pan Bóg wzywa, bym si? w niej ukry?a... Prze?wiadczenie o tym by?o tak mocne, ?e usuwa?o z serca wszelk? w?tpliwo??. To nie by?o marzenie dziecka, które ?atwo daje si? innym poci?gn??, ale pewno?? wezwania Bo?ego; chcia?am pój?? do Karmelu nie ze wzgl?du na Paulin?, ale dla samego Jezusa... My?la?am wiele o rzeczach, których s?owami nie sposób wyrazi?, a które pozostawi?y mi w duszy wielki pokój.

Nazajutrz powierzy?am swoj? tajemnic? Paulinie, która uznaj?c moje pragnienie za wol? Niebios, obieca?a mi, ?e nied?ugo pójd? razem z ni? odwiedzi? Matk? Przeorysz? i trzeba b?dzie jej powiedzie? co Pan Bóg da? mi odczu?... Na t? uroczyst? wizyt? zosta?a wybrana Niedziela. W wielkie zak?opotanie wprawi?a mnie wiadomo??, ?e Maria G. (6) ma pozosta? razem ze mn? [w rozmównicy], poniewa? jest jeszcze w wieku, kiedy mo?e widzie? karmelitanki (7). Musia?am wi?c wymy?li? sposób, by móc pozosta? sam?; przysz?a mi wówczas taka my?l: powiedzia?am Marii, ?e maj?c przywilej zobaczenia Matki Przeoryszy, trzeba by? bardzo grzeczn? i uprzejm? i dlatego musimy powierzy? jej nasze tajemnice. Powinny?my zatem kolejno wychodzi? na chwil?, by druga mog?a pozosta? sama. Maria uwierzy?a mi na s?owo mimo niech?ci do zwierzania tajemnic, których nie mia?a, i tak jedna po drugiej zostawa?y?my same z nasz? Matk? (8). Matka Maria od ?w. Gonzagi wys?uchawszy moich wielkich zwierze?, uwierzy?a w moje powo?anie, ale powiedzia?a mi, ?e nie przyjmuje si? dziewi?cioletnich postulantek, a zatem musz? poczeka? do szesnastego roku... Pogodzi?am si? z tym mimo gor?cego pragnienia, by wst?pi? jak najpr?dzej i przyj?? pierwsz? Komuni? ?w. w dniu Ob?óczyn Pauliny... Tego dnia po raz drugi pochwalono mnie. Siostra Teresa od ?w. Augustyna, która przysz?a mnie zobaczy?, nieustannie powtarza?a, ?e jestem urocza... Nie po to przysz?am do Karmelu, aby mnie chwalono, tote? po wyj?ciu z rozmównicy nie przestawa?am powtarza? Panu Bogu, ?e chc? by? karmelitank? tylko dla Niego samego.

Stara?am si? w pe?ni korzysta? z [obecno?ci] mej drogiej Pauliny podczas tych kilku tygodni, kiedy pozostawa?a jeszcze w ?wiecie. Codziennie obie z Celin? kupowa?y?my jej ciastko i cukierki w przekonaniu, ?e wkrótce ju? nie b?dzie ich jad?a; by?y?my nieustannie przy niej, nie pozostawiaj?c jej ani chwili wytchnienia. W ko?cu nadszed? 2 Pa?dziernika, dzie? ?ez i b?ogos?awie?stwa, kiedy to Jezus zerwa? swój pierwszy kwiat (9), który po latach sta? si? matk? pozosta?ych, gdy przyby?y, by znowu po??czy? si? razem.

Dzi? jeszcze widz? to miejsce, na którym otrzyma?am ostatni poca?unek Pauliny. Nast?pnie Ciocia zabra?a nas na Msz? ?w., a Tatu? pod??y? na gór? Karmelu z?o?y? sw? pierwsz? ofiar?... Ca?a rodzina p?aka?a, tote? kiedy?my wchodzili do ko?cio?a, ludzie patrzyli na nas ze zdziwieniem; mnie by?o to jednak najzupe?niej oboj?tne i nie przestawa?am p?aka?. Mia?am wra?enie, ?e wszystko wokó? mnie si? zawali?o i nie zwraca?am na nic uwagi; patrzy?am na b??kitne Niebo dziwi?c si?, ?e s?o?ce mo?e ?wieci? tak jasno, kiedy moja dusza pogr??ona jest w smutku!... S?dzisz mo?e, droga Matko, ?e przesadzam, mówi?c o bólu, jaki wówczas odczuwa?am?... Zdaj? sobie spraw?, ?e nie powinien on by? a? tak wielki, skoro mia?am nadziej? odnale?? Ci? w Karmelu; dusza moja by?a jednak DALEKA od dojrza?o?ci i trzeba mi by?o przej?? jeszcze przez bardzo wiele do?wiadcze? zanim dotar?am do tak upragnionego kresu...

Dzie? 2 Pa?dziernika by? wyznaczony na powrót do Opactwa, musia?am wi?c uda? si? tam pomimo mego smutku... Po po?udniu przysz?a Ciocia, by zabra? nas do Karme?u; zobaczy?am tam moj? drog? Paulin? za kratami... Jak bardzo cierpia?am w tej rozmównicy Karmelu! Opisuj?c dzieje mej duszy, winnam powiedzie? drogiej Matce wszystko, a zatem wyzna? równie?, ?e cierpienia poprzedzaj?ce jej wst?pienie nie dadz? si? nawet porówna? z tymi, które nast?pi?y potem... W ka?dy czwartek sz?y?my ca?? rodzin? do Karmelu i ja, przyzwyczajona rozmawia? z Paulin? "z serca do serca", otrzymywa?am zaledwie dwie lub trzy minuty pod koniec czasu przeznaczonego na rozmow?, minuty tak bardzo oczekiwane, które sp?dza?am we ?zach, i odchodzi?am z rozdartym sercem... Nie rozumia?am tego, ?e to przez delikatno?? wobec Cioci zwraca?a? si? g?ównie do Joanny i Marii, zamiast rozmawia? ze swymi córeczkami... nie rozumiej?c za?, powtarza?am sobie w g??bi serca: "Paulina jest dla mnie stracona!!!" W?ród tego cierpienia dziwnie pr?dko rozwija?am si? wewn?trznie, do tego stopnia, ?e a? si? rozchorowa?am.

Choroba, na któr? zapad?am, pochodzi?a zapewne od szatana, w?ciek?ego z powodu Twojego wst?pienia do Karmelu; chcia? si? zem?ci? na mnie za to, czego w przysz?o?ci mia?a go pozbawi? u nasza rodzina. Nie wiedzia? on jednak, ?e s?odka Królowa Nieba "czuwa?a nad swym delikatnym kwiatkiem i u?miecha?a si? z wysoko?ci swego tronu, gotowa po?o?y? kres burzy w chwili, gdy si? zdawa?o, ?e jej kwiat zostanie z?amany na zawsze...

Pod koniec roku zacz??am cierpie? na nieustanne bóle g?owy, poniewa? jednak by?y jeszcze zno?ne, mog?am si? nadal uczy? i nikt si? tym nie przejmowa?; trwa?o tak a? do Wielkanocy 1883 roku. W tym czasie Tatu? z Mari? i Leoni? wyjechali do Pary?a, a mnie i Celin? zabra?a Ciocia. Wieczorem Wuj wzi?? mnie do siebie i opowiada? mi o Mamusi i dawnych wspomnieniach w sposób tak czu?y, ?e wzruszona do g??bi zacz??am p?aka?; stwierdzi?, ?e jestem zanadto wra?liwa, ?e potrzebuj? wi?cej rozrywek i wspólnie z cioci? postanowili obmy?li? jaki? sposób zrobienia nam przyjemno?ci w czasie wielkanocnych wakacji. Mieli?my tego wieczoru pój?? do kó?ka katolickiego, ale Ciocia uwa?a?a, ?e jestem zanadto zm?czona i po?o?y?a mnie spa?. Przy rozbieraniu dosta?am dziwnych dreszczy: Ciocia s?dz?c, ?e jest mi zimno, otuli?a mnie przykryciami i ob?o?y?a gor?cymi butelkami, ale nic nie by?o w stanie zmniejszy? dreszczy, które trwa?y ca?? noc. Wuj, kiedy wróci? z mymi kuzynkami i Celin? z kó?ka katolickiego, by? ogromnie zdziwiony moim stanem, który wydawa? mu si? bardzo powa?ny; nie chcia? si? z tym jednak zdradza?, aby nie zaniepokoi? Cioci. Rano przyprowadzi? doktora Notta (10), który skonstatowa? - podobnie jak Wuj - ?e choroba jest bardzo ci??ka i nigdy nie spotykane u takich ma?ych dzieci. Wszyscy byli skonsternowani; Ciocia musia?a zatrzyma? mnie u siebie i piel?gnowa?a z troskliwo?ci? i?cie macierzy?sk?. Kiedy Tatu? powróci? z Pary?a z mymi starszymi siostrami, Aimée (11) przywita?a ich z niezmiernie smutn? min?, po której Maria s?dzi?a, ?e umar?am...

Choroba ta jednak nie by?a na ?mier?, ale raczej, jak choroba ?azarza, na to, by Bóg by? przez ni? uwielbiony (12). I by? rzeczywi?cie uwielbiony przez podziwu godn? rezygnacj? mego biednego Tatusia, który przypuszcza?, ?e "jego córeczka dostanie pomieszania zmys?ów, albo - co bardziej prawdopodobne - umrze". By? On tak?e uwielbiony przez Mari?!... Ach! ile? ona wycierpia?a z mego powodu... jak?e jej jestem wdzi?czna za bezinteresowne starania, jakimi mnie otacza?a... serce dyktowa?o jej, czego mi by?o potrzeba, a serce Matki jest m?drzejsze od lekarzy; odgaduje ono, czego dziecku potrzeba w chorobie...

Biedna Maria by?a zmuszona zamieszka? u Wuja, poniewa? przeniesienie mnie do Buissonnets by?o niemo?liwe. Tymczasem zbli?a?y si? ob?óczyny Pauliny (13); uwa?ano, by przy mnie o tym nie wspomina?, poniewa? wszystkim by?o wiadomo, jak bardzo jest mi smutno, ?e nie b?d? mog?a uda? si? na nie; ja jednak rozmawia?am o tym cz?sto mówi?c, ?e b?d? si? czu?a na tyle dobrze, by móc zobaczy? moj? drog? Paulin?. - I rzeczywi?cie, Dobry Bóg nie chcia? odmówi? mi tej pociechy, chc?c przy tym pocieszy? te? swoj? drog? Oblubienic?, która tak bardzo cierpia?a z powodu choroby swej córeczki... Zauwa?y?am, ?e Jezus nie chce do?wiadcza? swych dzieci w dniu ich zar?czyn; to ?wi?to winno by? dniem bezchmurnym i przedsmakiem rado?ci Raju. Czy? nie wskazywa? na to ju? pi?ciokrotnie?... (14) Mog?am wi?c u?ciska? moj? drog? Matk?, usi??? na jej kolanach i pie?ci? j? czule... Mog?am podziwia?, jak by?a urocza w bia?ym stroju Oblubienicy... Ach! by? to pi?kny dzie? po?ród mego ponurego do?wiadczenia, ale ten dzie? przeszed? szybko... Wkrótce trzeba by?o wsi??? do pojazdu, który mnie uniós? bardzo daleko od Pauliny... bardzo daleko od mego drogiego Karmelu (15). Po powrocie do Buissonnets po?o?ono mnie do ?ó?ka, mimo mych zapewnie?, ?e jestem zupe?nie zdrowa i nie potrzebuj? piel?gnacji.

Niestety, nie by? to jeszcze koniec mego do?wiadczenia!... Nazajutrz poczu?am si? jak poprzednio i choroba przesz?a w tak ci??ki stan, ?e wed?ug ludzkiej rachuby nie powinnam by?a wyzdrowie?... Nie wiem, jak opisa? t? przedziwn? chorob?; teraz t?umacz? j? sobie jako dzie?o szatana, ale d?ugi czas po odzyskaniu zdrowia by?am przekonana, ?e udawa?am chor?, i to by?o prawdziwym m?cze?stwem dla mojej duszy...

Zwierzy?am si? z tego Marii, która z w?a?ciw? sobie dobroci? uspokaja?a mnie, jak tylko si? da?o; spowiada?am si? z tego, i spowiednik równie? usi?owa? mnie uspokoi? mówi?c, ?e niepodobie?stwem jest udawa? tak powa?n? chorob? jak moja. Dobry Bóg chcia? mnie zapewne oczy?ci? a przede wszystkim upokorzy? pozwalaj?c, by to wewn?trzne m?cze?stwo trwa?o a? do mego wst?pienia do Karmelu, gdzie Ojciec naszych dusz (16) pod?wign?? mnie z wszystkich mych w?tpliwo?ci jakby przez podanie r?ki, i odt?d w pe?ni odzyska?am pokój.

Moja obawa o udawanie choroby nie powinna si? wydawa? dziwna, poniewa? mówi?am i czyni?am rzeczy, o których nie my?la?am, prawie nieustannie zdawa?o mi si?, ?e majacz?, mówi?c s?owa bez sensu, a równocze?nie mia?am pewno??, ?e ani przez chwil? nie by?am pozbawiona u?ywania rozumu... Cz?ste pozostaj?c bez ruchu, sprawia?am wra?enie zemdlonej, i pozwoli?abym zrobi? z sob? wszystko, co si? komu podoba?o, nawet zabi?; równocze?nie s?ysza?am wszystko, co ko?o mnie mówiono i dot?d jeszcze to pami?tam... Raz mi si? zdarzy?o, ?e d?ugo nie mog?am otworzy? oczu i otworzy?am je na chwil? dopiero wtedy, gdy zostawiono mnie sam?...

Jestem przekonana, ?e szatan mia? zewn?trzn? moc nade mn?, ale do mojej duszy i mego umys?u móg? si? zbli?y? tylko po to, by wznieca? we mnie ogromn? trwog? na widok ró?nych rzeczy, na przyk?ad bardzo zwyczajnych lekarstw, do przyj?cia których na pró?no usi?owano mnie sk?oni?. Je?li jednak Dobry Bóg pozwoli? zbli?a? si? do mnie szatanowi, to zes?a? mi równie? widzialnych anio?ów... Maria by?a nieustannie przy moim ?ó?ku, piel?gnuj?c mnie i pocieszaj?c jak czu?a Matka; nigdy nie okaza?a najmniejszego znudzenia, cho? przysparza?am jej wiele k?opotu nie pozwalaj?c, by si? cho? na chwil? oddali?a ode mnie. Mimo to musia?a odchodzi? razem z Tatusiem na posi?ki, a wtedy przez ca?y czas nieobecno?ci bez przerwy j? wo?a?am. Wiktoria, która mnie pilnowa?a, by?a niejednokrotnie zmuszona i?? szuka? mojej drogiej "Mamy", jak j? nazywa?am... Kiedy Maria chcia?a wyj??, wolno jej by?o tylko uda? si? na msz? ?w. lub by zobaczy? Paulin?; wtedy nic nie mówi?am...

Wujostwo byli równie? bardzo dobrzy dla mnie; moja kochana Ciocia codziennie przychodzi?a, by mnie zobaczy?, i rozpieszcza?a mnie na tysi?c sposobów. Przychodzili mnie odwiedza? tak?e inni cz?onkowie rodziny, ale b?aga?am Mari?, by im mówi?a, ?e nie chc? przyjmowa? wizyt; przykro mi by?o ogl?da? postacie siedz?ce w JEDNYM RZ?DZIE wokó? mego ?ó?ka i patrz?ce na mnie jak na ciekawe zwierz?. Lubi?am jedynie odwiedziny Wujostwa (17).

- Nie potrafi? wyrazi?, jak od tej choroby pog??bi?y si? moje uczucia, które ?ywi?am dla nich; zrozumia?am lepiej ni? dot?d, ?e nie byli dla mnie jedynie zwyk?ymi krewnymi. Ach! mia? racj? Tatu?, kiedy powtarza? nam dopiero co zapisane s?owa. Do?wiadczy?am pó?niej, ?e si? nie myli? (18), a teraz wspomaga i b?ogos?awi tych, którzy otoczyli go tak pe?nym oddania staraniem... Ja za? b?d?c odsuni?t? od ?wiata i nie wiedz?c jak okaza? sw? wdzi?czno??, mam tylko jeden sposób ul?enia memu sercu: modli? si? za krewnych, których kocham, a którzy byli i pozostali tak dobrzy dla mnie!

Leonia by?a dla mnie równie? bardzo dobra i na wszelki sposób usi?owa?a mnie zabawi?; ja jednak sprawia?am jej nieraz przykro??, poniewa? dobrze wiedzia?a, ?e nie mo?e mi zast?pi? Marii...

A moja droga Celina, czegó? ona nie dokazywa?a dla swej Tereni?... W Niedziel?, zamiast pój?? na przechadzk?, zamyka?a si? na ca?e godziny z biedn? córeczk?, która sprawia?a wra?enie idiotki; trzeba by?o naprawd? kocha?, by nie uciec ode mnie... Ach! moje drogie Siostrzyczki, ile? to sprawi?am wam bólu!... nikt nie przysporzy? wam tyle troski co ja i nikt te? nie dozna? tyle mi?o?ci, ile mnie?cie okaza?y... Na szcz??cie w Niebie b?d? mog?a wam za to odp?aci? mój Oblubieniec jest nader bogaty, tote? czerpi?c ze skarbów Jego mi?o?ci, b?d? wynagradza? wam to, co?cie przeze mnie wycierpia?y...

Najwi?ksz? moj? pociech? podczas choroby by?o otrzymanie listu od Pauliny... Czyta?am go w niesko?czono??, a? w ko?cu nauczy?am si? na pami??... Razu pewnego przys?a?a? mi, droga Matko, klepsydr? (19) i jedn? z mych lalek przebran? za karmelitank?; nie jestem w stanie wypowiedzie?, jak wielk? rado?? mi to sprawi?o... Wuj by? niezadowolony, mówi?, ?e zamiast poddawa? mi my?li o Karmelu, nale?a?oby usuwa? je z mojej pami?ci; ja jednak czu?am co? wr?cz przeciwnego, ?e w?a?nie nadzieja zostania kiedy? karmelitank? trzyma mnie przy ?yciu... Sprawia?o mi rado??, kiedy mog?am pracowa? dla Pauliny; robi?am dla niej zabaweczki z bristolu, a wa?niejszym jeszcze zaj?ciem by?o splatanie wie?ców ze stokrotek i niezapominajek dla Naj?wi?tszej Panny. By? w?a?nie pi?kny miesi?c maj; ca?a natura stroi?a si? w kwiaty i oddycha?a rado?ci?, tylko "ma?y kwiatek" opada? z si? i zdawa? si? wi?dn?? na zawsze... Jednak?e i on mia? obok siebie S?o?ce, a by?a nim cudowna Figura Naj?wi?tszej Panny, która dwukrotnie przemówi?a do Mamusi. Cz?sto, bardzo cz?sto ma?y kwiatek zwraca? swój kielich w stron? tej b?ogos?awionej Gwiazdy... Pewnego dnia zobaczy?am, jak Tatu? wszed?szy do pokoju Marii, gdzie le?a?am w ?ó?ku, poda? jej z wyrazem ogromnego smutku kilka z?otych monet i poleci?, by napisa?a do Pary?a zamawiaj?c Msze ?w. u Matki Bo?ej Zwyci?skiej z pro?b? o uzdrowienie jego córeczki. Ach! jak?e by?am wzruszona patrz?c na tak wielk? Wiar? i Mi?o?? mego kochanego Króla! Chcia?am móc mu powiedzie?, ?e b?d? zdrowa, ale do?? ju? by?o z?udnych rado?ci; moje pragnienia nie mog?y zdzia?a? cudu, a jedynie cud móg? mnie uzdrowi?... Trzeba by?o cudu i cud ten uczyni?a Matka Bo?a Zwyci?ska. W Niedziel? (20) (podczas nowenny Mszy ?wi?tych) Maria wysz?a do ogrodu zostawiwszy mnie z Leoni?, która czyta?a przy oknie; po up?ywie kilku minut zacz??am wo?a? bardzo cichutko: "Mamo... Mamo...". Leonia przyzwyczajona do mego nieustannego wo?ania nie zwraca?a na mnie uwagi. Trwa?o to ju? d?ugo, wi?c zawo?a?am bardzo g?o?no i w ko?cu Maria wróci?a. Widzia?am doskonale wchodz?c?, ale nie mog?am powiedzie? jej, ?e j? pozna?am, i w dalszym ci?gu wzywa?am jej coraz g?o?niej: "Mamo...". Cierpia?am bardzo w tej przymusowej i niewyt?umaczalnej walce, a Maria cierpia?a chyba jeszcze wi?cej ni? ja; daremnie usi?uj?c mi pokaza?, ?e jest przy mnie, rzuci?a si? w ko?cu wraz z Leoni? i Celin? na kolana przy moim ?ó?ku. Zwracaj?c si? do Naj?wi?tszej Panny i b?agaj?c J? z ?arliwo?ci? Matki, prosz?cej o ?ycie dla swego dziecka, Maria uzyska?a to, czego pragn??a...

Biedna Terenia nie znajduj?c ?adnego ratunku na ziemi, zwróci?a si? równie? do swej Niebieskiej Matki i prosi?a J? z ca?ego serca, by si? wreszcie nad ni? zlitowa?a... Nagle Naj?wi?tsza Panna wyda?a mi si? pi?kna, tak pi?kna, ?e nigdy nie widzia?am nic równie pi?knego. Jej twarz tchn??a dobroci? i niewypowiedzian? czu?o?ci?, ale tym, co przenikn??o mnie a? do g??bi duszy, by? "czaruj?cy u?miech Naj?wi?tszej Panny". Rozwia?y si? wszystkie moje utrapienia; dwie wielkie ?zy wysun??y si? spod powiek i cicho sp?yn??y po policzkach, a by?y to ?zy niezm?conej rado?ci... Ach! pomy?la?am, Naj?wi?tsza Panna u?miechn??a si? do mnie, jak?e jestem szcz??liwa... (21) ale nigdy nikomu o tym nie powiem, bo wtedy zniknie moje szcz??cie. Bez ?adnego wysi?ku spu?ci?am oczy i ujrza?am Mari?, która patrzy?a na mnie czule; zdawa?a si? by? bardzo wzruszon? i domy?la? si?, ?e otrzyma?am jak?? ?ask? od Naj?wi?tszej Panny. Ach! jej to zawdzi?czam, jej wzruszaj?cej modlitwie, ?e otrzyma?am ?ask? u?miechu Królowej Niebios. Widz?c mój wzrok utkwiony w Naj?wi?tsz? Pann?, powiedzia?a sobie: "Teresa jest uzdrowiona!" Tak, ma?y kwiatek powraca? do ?ycia; jasny Promie?, który go ogrza?, zdawa? si? nie wstrzymywa? swych dobrodziejstw; nie dzia?a? nagle, ale ?agodnie i s?odko podnosi? kwiat umacniaj?c go tak dalece, ?e po pi?ciu latach rozkwitn?? na ?yznej górze Karmelu.

Jak ju? wspomnia?am Maria odgad?a, ?e Naj?w. Panna obdarzy?a mnie jak?? tajemnicz? ?ask?, tote? kiedy?my zosta?y same, zapyta?a mnie, co widzia?am. Nie by?am w stanie oprze? si? tak serdecznym i tak nagl?cym pytaniom; dziwi?c si?, ?e moja tajemnica zosta?a odkryta, mimo ?e jej sama nie ujawni?am, zwierzy?am si? mojej drogiej Marii ze wszystkiego... Niestety, przeczucie nie myli?o mnie; moje szcz??cie znik?o i ust?pi?o miejsca goryczy; przez cztery lata wspomnienie cudownej ?aski, któr? otrzyma?am, by?o dla mojej duszy prawdziw? udr?k?; szcz??cie moje mia?am odnale?? dopiero u stóp Matki Bo?ej Zwyci?skiej (22), a wtedy zosta?o mi zwrócone w ca?ej pe?ni... O tej drugiej ?asce Naj?wi?tszej Panny opowiem pó?niej... Obecnie, moja droga Matko, trzeba mi opowiedzie?, jak to moja rado?? zmieni?a si? w smutek. Maria wys?uchawszy mego naiwnego i szczerego opowiadania o "ma?ej ?asce" poprosi?a o pozwolenie powtórzenia tego w Karmelu, a ja nie mog?am si? sprzeciwi?... Podczas pierwszej wizyty w mym drogim Karmelu rozradowa?am si? na widok mej drogiej Pauliny w habicie Naj?wi?tszej Panny; by?y to chwile bardzo s?odkie dla nas obu... Tyle rzeczy mia?y?my sobie do powiedzenia, a ja nie by?am w stanie wypowiedzie? tego wszystkiego, co przepe?nia?o mi serce... Dobra Matka M. od ?w. Gonzagi równie? tam by?a, daj?c mi niezliczone dowody mi?o?ci; widzia?am te? inne siostry i w ich obecno?ci pytano mnie o ?ask?, któr? otrzyma?am, prosz?c, abym powiedzia?a, czy Naj?w. Panna mia?a na r?ku male?kiego Jezusa, czy by?o du?o ?wiat?a itd. Wszystkie te pytania zaniepokoi?y mnie i sprawi?y mi przykro??; mog?am powiedzie? tylko jedno: "Naj?wi?tsza Panna wyda?a mi si? bardzo pi?kn?... i widzia?am, jak si? do mnie u?miechn??a". Uderzy?a mnie jedynie Jej posta?; widz?c wi?c, ?e karmelitanki spodziewa?y si? czego? innego (ju? wcze?niej zacz??y si? udr?ki dotycz?ce powodu mej choroby), wyobrazi?am sobie, ?e sk?ama?am... Gdybym zachowa?a moj? tajemnic?, zachowa?abym na pewno i moje szcz??cie, ale Naj?w. Panna zezwoli?a na to udr?czenie dla dobra mojej duszy; by? mo?e, ?e bez niego przychodzi?yby mi my?li pe?ne pró?no?ci, tymczasem moim udzia?em sta?a si? pokora; nie mog?am patrze? na siebie bez g??bokiego obrzydzenia... Do jakiego stopnia cierpia?am, o tym b?d? mog?a powiedzie? dopiero w Niebie...

* * *

(1) Nazwa ta oznacza pensjonat prowadzony przez siostry Benedyktynki w Lisieux, za?o?ony na pocz?tku XVI w. i nale??cy do opactwa Notre-Dame-du-Pré.

(2) Gra dla dziewczynek bardzo dawniej popularna.

(3) "Ma?e Maudelonde" by?y kuzynkami Joanny i Marii Guérin. Pani Maudelonde, siostra pani Guérin, mia?a trzy córki: Ma?gorzat?, Celin? i Helen?, oraz dwóch synów.

(4) Ten pi?kny park w kszta?cie gwiazdy ci?gn?? si? wzd?u? ulicy Pont-l'Eveque, na lewo od wzniesienia, na którym le?a?o Buissonnets.

(5) Pierwsza Komunia ?w. Celiny by?a we czwartek, 13 maja 1880 roku.

(6) Maria Guérin. Wst?pi?a ona do Karmelu 15 sierpnia 1895 roku i otrzyma?a imi?: Maria od Eucharystii.

(7) Karmelitanki rozmawiaj?c przy kracie z ma?ymi dzie?mi, ods?aniaj? twarz.

(8) Karmelitanki zwracaj? si? w ten sposób do matki przeoryszy.

(9) Paulina wst?pi?a do Karmelu w poniedzia?ek, 2 pa?dziernika 1882 roku.

(10) Chirurg, który ju? leczy? pani? Martin w 1876 roku.

(11) Aimée (Amata) Roger, kucharka u rodziny Guérin.

(12) Por. J 11, 4.

(13) Ceremonia odby?a si? 6 kwietnia 1883 roku.

(14) Aluzja do ob?óczyn czterech jej sióstr i w?asnych.

(15) Po powrocie z Karmelu odwieziono Teres? do Buissonnets a nie do pa?stwa Guérin, gdzie zachorowa?a.

(16) Odnosi si? to do o. Almira Pichon TJ., urodzonego w Ste Marguerite-de-Carrouges ko?o Alençon w 1843 roku. Ten s?awny kaznodzieja rekolekcyjny umar? w opinii ?wi?to?ci w Pary?u 15 listopada 1919 roku. By? on ?wiadkiem na procesie beatyfikacyjnym Teresy.

(17) Fragment (-...-), który potem nast?puje, umie?ci?a Teresa w formie przypisu u do?u karty 29 r.

(18) Pa?stwo Guérin otaczali swego szwagra serdecznym staraniem w ostatnich latach jego ?ycia.

(19) Zegar piaskowy.

(20) Niedziela Zes?ania Ducha ?wi?tego, 13 maja 1883 r.

(21) W tym miejscu r?kopis jest wydrapany, ale mo?na odczyta?: "Ona zbli?y?a si? (albo: nachyli?a?) ku mnie" (tekst w?tpliwy).

(22) By?o to 4 listopada 1887 roku, w przeddzie? pielgrzymki do Rzymu.

Krakowska Prowincja Karmelitów Bosych: www.karmel.pl

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież


Sonda

Czy przedsoborowa Msza Trydencka? (po ?acinie)
 

Polecany link, kliknij

Reklama

Kto jest teraz on-line

NaszÄ… witrynÄ™ przeglÄ…da teraz 168 goĹ›ci