Dwana?cie stopni pychy wg. ?w. Bernarda z Clairvaux
Wpisany przez Administrator   



Proces schodzenia po stopniach pychy opisa? szczegó?owo w XII w. ?w. Bernard z Clairvaux w traktacie "O stopniach pokory i pychy". Mówi tam o tym jak pewni ludzie "schodz?" po stopniach pychy osi?gaj?c wreszcie stan "?mierci duszy". Cz?owiek "umar?y na duszy" - "?ywy trup" zaczyna si? "rozk?ada?" trac?c powoli, ale nieub?agalnie to, co mo?na nazwa? resztk? jego cz?owiecze?stwa, staj?c si? coraz bardziej "trupem" i to tak dalece, stwierdza wielki Doktor Ko?cio?a, ?e a?, w pewnym momencie "ju? cuchnie". Ten stan jest czym? najgorszym, co mo?e nas spotka?, szczytem nieprawo?ci i niegodziwo?ci, a zarazem nieodwracaln?, ca?kowit? degeneracj? duchow? i moraln? cz?owieka. W jaki sposób dochodzi do tej degeneracji? ?w. Bernard wyró?nia dwana?cie etapów tego procesu.


l. Ciekawo?? to pierwszy stopie? do piek?a

Ka?dy z nas, mówi ?w. Bernard, musi, przede wszystkim, pozna? samego siebie i "dojrze? w?asn? n?dz?". Musimy przecie? wiedzie? kim jeste?my, co si? w nas i co si? z nami dzieje, dok?d zmierzamy, gdzie chcemy zmierza?, dok?d powinni?my zmierza?.
Musimy wiedzie?. co powoduje, ?e jeste?my wolni, a co nas zniewala. co nam s?u?y, a co nas niszczy, kiedy wzrastamy a kiedy si? degenerujemy. Musimy zna? swoje braki. wady. s?abo?ci i b??dy. Potrzebne jest to nam do odnalezienia w?asnego miejsca w ?yciu, do znalezienia si? w ka?dej sytuacji, do unikni?cia nieszcz??cia. Przykro?ci, kompromitacji. Potrzebne jest to nam równie? po to, by?my mogli pracowa? nad sob?. doskonali? si?, posuwa? si? do przodu, a nie do ty?u, w gór?, a nie w dó?. Musimy by? w ci?g?ym kontakcie z prawd? o nas samych, by móc sprawowa? nad sob? kontrol? i nad wszystkim tym co robimy.
Cz?owiek jest istot? niedoskona??. Jego mo?liwo?ci s? bardzo ograniczone. Jest te? ograniczony czasem i przestrzeni?. Jego "pojemno??" jest zatem niewielka. Musi wi?c bardzo roztropnie gospodarowa? swoim "potencja?em". Je?li uczyni jedn? "inwestycj?" nie uczyni innej. Musi zatem wybiera? jedno kosztem drugiego. Wybór taki jest cz?sto bardzo ograniczony. Niekiedy wcale go nie ma. Tylko bowiem szaleniec odrzuca to, co mu s?u?y na rzecz tego, co go niszczy.
W pierwszym rz?dzie nie mo?e nam, co chyba jest oczywiste. zabrakn?? „potencja?u" dla poznania samego siebie, zobaczenia i pe?nego u?wiadomienia sobie w?asnej „n?dzy". dla sprawowania nieustannej kontroli nad sob?. Tym, co nie tylko utrudnia ale tak?e, w konsekwencji, faktycznie uniemo?liwia spe?nienie tej podstawowej dla nas czynno?ci jest, stwierdza ?w. Bernard, ciekawo??. Jest ona, sama w sobie, czym? absurdalnym. W jej efekcie przecie?, anga?uj?c cz?sto wiele si?, ?rodków i czasu, nabywamy informacje i rozumienia, które s? i b?d? dla nas ca?kowicie bezu?yteczne. Jest ona ponadto rodzajem ob?arstwa. Ob?arstwo za? nie powoduje jedynie „niestrawno?ci". Nie bez powodu jest jednym z grzechów g?ównych. Przede wszystkim jednak ciekawo?? odwraca nasz? uwag? od samych siebie, jest, jak mówi ?w. Bernard, chorob? duszy b?d?c? przyczyn? zaniedbywania siebie i zajmowania si? wszystkim innym.
Poniewa? dusza taka nie zna siebie - czytamy w traktacie „O stopniach pokory i pychy" - wygnana jest jakby na zewn?trz, „aby pa?? ko?l?ta" (por. Pnp 1.8). Ko?l?tami. oznaczaj?cymi grzech, s?usznie móg?bym nazwa? oczy i uszy. bowiem jak ?mier? wesz?a na ?wiat przez grzech, tak do duszy przez te w?a?nie okna przenika. Takie to wi?c ko?l?ta wyprowadza na pastwisko w ciekawo?ci swojej, nie troszcz?c si? o poznanie swojego wn?trza. Bo istotnie gdyby?, cz?owiecze, bada? si? dok?adnie by?oby dziwne, ?eby? jeszcze na co innego zwraca? sw? uwag?! Pos?uchaj ciekawcze, Salomona, pos?uchaj g?upcze, M?drca: „Z ca?? pilno?ci? strze? serca swego" (Prz. 4. 23), w tym mianowicie celu. by wszystkie zmys?y czuwa?y i strzeg?y ?ród?a daj?cego ?ycia. Dok?d to ciekawcze od siebie odchodzisz? Czyjej opiece powierzasz si? na ten czas? Jak ?miesz podnie?? oczy ku niebu - ty, co zgrzeszy?e? przeciwko niemu? Patrz w ziemi?, aby? pozna? samego siebie”.
Ciekawo?? zamienia nasz? ?wiadomo?? w wielkie ?mietnisko. Wszystkie te ?mieci zakrywaj? to co wa?ne, cenne, istotne. Rodzi si? w nas chaos, w którym si? gubimy. Zarazem zaczynamy mie? poczucie pewnego nasycenia, wewn?trznego bogactwa. Czujemy si? pe?ni. To, w po??czeniu z brakiem samokontroli powoduje, i? zaczyna nas powoli ogarnia? pycha. Nie widzimy naszych b??dów, s?abo?ci, nie czujemy pustki. Jeste?my zatem we wszystkim O.K. Nasze wady, których nie zwalczamy, powi?kszaj? si?. Zaczynaj? coraz bardziej dawa? zna? o sobie skutki grzechu pierworodnego. Uwalniaj? si? niskie instynkty. Zaczynaj? w nas, przyjmuj?c tak? czy inn?, czasami, wydawa?oby si? zaskakuj?c? posta?, dominowa?. Budz? si? w nas "demony".
To ciekawo??. mówi ?w. Bernard. spowodowa?a upadek szatana, grzech Ewy. "Szatan - czytamy - odpad? od prawdy przez ciekawo??, albowiem wpierw z wielkim zainteresowaniem podgl?da? to czego potem grzesznie po??da? i zuchwa?e oczekiwa?". Ewa wiedziona ciekawo?ci? uleg?a namowom szatana.

2. Zazdro?? i poczucie wy?szo?ci

Pierwszym efektem ciekawo?ci jest powierzchowne, p?ytkie, ma?ostkowe my?lenie. ?w. Bernard nazywa to zjawisko lekkomy?lno?ci?. Polega ono na ujmowaniu wszystkiego w prymitywnych kategoriach "wi?cej" i "mniej". które odnoszone s? do naszego, niekontrolowanego ju?, degeneruj?cego si?, rozd?tego ,Ja".
Cz?owiek "lekkomy?lny" odnosi siebie wci?? do innych dziel?c ich na jako? lepszych i jako? gorszych od siebie - tych. co maj? czego? wi?cej i tych. co maj? czego? mniej. Zaczynaj? w nim dominowa? dwa uczucia: zazdro?? i poczucie wy?szo?ci. Zazdro?ci "tym lepszym". pogardza „tymi gorszymi". Ca?e swoje ?ycie zaczyna poddawa? zazdro?ci i pogardzie - ukazywaniu swojej wy?szo?ci.
Z jednej wi?c strony robi wszystko byle tylko dorówna? "tym wy?szym", goni za pieni?dzmi, w?adz?, s?aw?. Z drugiej strony po?wi?ca du?o si? i ?rodków na to. by wci?? udowadnia? „tym ni?szym", ?e on jest lepszy. manifestuje swój stan posiadania, wyolbrzymia go, daje wci?? pozna? jak? to on ma w?adz?, jaki jest wolniejszy, silniejszy, itd.

3. "Serce g?upich gdzie wesele" (Syr 7, 5). Zabi? smutek

Nast?pnym krokiem w dó? jest zaw??enie horyzontu my?lowego do obszaru. w ramach którego „ja" mo?e si? nadal rozdyma? i w którym rodzi si? nieustaj?ce poczucie samozadowolenia. Cz?owiek znajduj?cy si? na tym stopniu pychy ogranicza swoj? ciekawo?? tego wszystkiego. w czym ukaza? si? mo?e jego w?asna miernota i wy?szo?? innych. i kieruj? j? w zupe?nie inn? stron?: zwraca uwag? na swe domniemane cnoty i w ?adnym wypadku nie uznaje zas?ug drugiego. Usun?wszy z pami?ci wszystko. co dotychczas uznawa? w sobie za godne pogardy. a wi?c przykre. a zebrawszy to. co wed?ug niego zas?uguje na szacunek. nie my?li przy tym o niczym innym jak tylko o tym. co mu si? w sobie podoba."
Najwi?kszym problemem dla takiego cz?owieka jest, stwierdza ?w. Bernard, smutek. który rodzi si? w nim gdy, pomimo wszystko, u?wiadomi sobie jak?? swoj? s?abo??, jaki? brak. jaki? swój b??d. Stara si? go „zabi?" - po tym mo?na go rozpozna? – „niestosown? weso?o?ci?" traktowaniem wszystkiego w sposób nie do ko?ca powa?ny, jako? ?artobliwy, najcz??ciej z cynicznym i zjadliwym humorem nie szanuj?cym ?adnych ?wi?to?ci. Chce ni? nasyci? swoje ?ycie tak dalece, by nie by?o ju? w nim miejsca na powa?n? refleksj? mog?c? obna?y? prawd? o nim.

4. Potok pró?no?ci

Czwarty stopie? pychy to stopie? „wzmo?onej pró?no?ci". która najcz??ciej. cho? w ró?ny sposób. objawia si? w "wielomóstwie". Jest to sensu stricte che?pliwo??. Sprowadza si? ona do zjawiska, które m?odzie? nazywa "szpanem". Jest to popisywanie si? w?asn? wiedz?, erudycj?, umiej?tno?ci? wys?awiania si?, dowcipem. "B?dzie wi?c mówi? - stwierdza ?w. Bernard - albo p?knie. Jest bowiem wype?niony gadanin? i ci?nie go para, która w nim jest. ?aknie i pragnie s?uchaczy, przed którymi móg?by si? popisa? swoj? pró?no?ci?, na których móg?by wyla? to, co czuje, aby dowiedzieli si? o jego wielko?ci. Przy nadarzaj?cej si? okazji, ilekro? rozmowa dotyczy nauki, on przytacza problemy stare i nowe - p?yn? b?yskotliwe sentencje, lataj? pompatyczne frazesy, Odpowiada chocia? go nikt nie pyta. Sam zadaje pytania i sam udziela odpowiedzi; przerywa mówi?cym. /.../ Móg?by budowa?. ale nie ma zamiaru. Nie my?li uczy? ciebie. albo uczy? siebie. ale mówi i mówi, by wiedziano do czego jest zdolny.

5. "Nie jestem jak inni ludzie"

"Przykro jest wynosz?cemu si? nad innych - mówi ?w. Bernard - nie czyni? czego?, co by go wyró?nia?o". W ten sposób rodzi si? to zjawisko, które wielki Doktor Ko?cio?a nazywa "kultem w?asnej odr?bno?ci".
Cz?owiek, który zst?pi? na ten stopie? pychy: "Wcale nie stara si? by? lepszym, chce tylko za takiego uchodzi?. Nie pragnie ?y? doskonale. pragnie tylko, by go za doskona?ego uwa?ano, a?eby móg? powiedzie?: "Nie jestem jak inni ludzie" (?k 18, 11).
Ca?y swój wysi?ek po?wi?ca wi?c tworzeniu swojego "image" - zaczyna udawa? najlepszego manifestacyjnie podejmuj?c takie dzia?ania, które w powszechnej opinii uchodz? za oznak? wielko?ci. Wszystko robi na pokaz, stwarza tylko pozory zaniedbuj?c, faktycznie, ca?kowicie swoje ?ycie moralne i duchowe.

6. Zarozumia?o??

Cz?owiek zst?puj?cy na ten stopie? pychy pozbywa si? niepokoju. który mu dot?d towarzyszy?. niepokoju rodz?cego si? w zwi?zku z pytaniem: Czy jestem doskona?y? Taki cz?owiek jest teraz pewny, stuprocentowo pewny - jestem wspania?y pod ka?dym wzgl?dem, wszyscy przy zdrowych zmys?ach musz? to uzna?.
?w. Bernard mówi, ?e ?ycie takiego cz?owieka zdominowane jest przez niezachwian? niczym pewno?? siebie, pysza?kowato?? i g?ód pochlebstw. Odrzuca on autorytety. wierzy tylko sobie, wszystko, co robi uznaje za szczyt doskona?o?ci. Wci?? manifestuje t? swoj? "doskona?o??", opowiada o niej, popisuje si? swoimi zdolno?ciami. Zarazem robi wszystko, by us?ysze? pochwa?y. Podejmuje je w taki sposób. by, przede wszystkim. innym si? to podoba?o. Dzia?a „pod publiczk?", zadaje si? tylko z takimi lud?mi, którzy albo go podziwiaj?. albo przynajmniej nie szcz?dz? mu komplementów.

7. Niepohamowana ambicja

Normalny cz?owiek szuka swojego miejsca w ?yciu, nie za niskiego, nie za wysokiego, tego w?a?nie, które jest mu przeznaczone, które odpowiada jego mo?liwo?ciom, w którym nie tylko dobrze si? czuje ale i potrafi sprosta? wszystkim, zwi?zanym z nim wymaganiom.
Cz?owiek, który zst?pi? na siódmy stopie? pychy chce by? jak najwy?ej. Jego ambicja jest nieograniczona. Wszystko jej podporz?dkowuje. W pierwszym rz?dzie po?wi?ca si? temu. co nazywa si? karier? zawodow?. Bez pardonu, bez mi?osierdzia dla innych, ale tak?e i dla siebie, wr?cz, niekiedy nawet wprost, po trupach pnie si? w gór?. Tak?e w innych sferach nie zapomina nigdy o swoich aspiracjach. Zawsze chce by? najlepszy, sta? jak najwy?ej.
„Jak?e cz?owiek przekonany o swej wy?szo?ci - stwierdza ?w. Bernard - mo?e bardziej ceni? innych ni? siebie? Na zebraniach zajmuje pierwsze miejsce. w naradach pierwszy zabiera g?os. Zjawia si? nie proszony, wtr?ca si? bez przyczyny, poprawia porz?dek, kwestionuje decyzje. Czego sam nie przeprowadzi? i nie uporz?dkowa?. nie uwa?a za s?uszne i sprawiedliwe. Wydaje s?dy o s?dziach. wyroki uprzedza projektami orzecze?. [...] Gdy mu zlecaj? wykonanie jakiej? drobnostki, z?yma si?, protestuje, uwa?a bowiem, i? nie wypada zajmowa? si? b?ahostkami, poniewa? jest stworzony do wielkich rzeczy".

8. „Nie zrobi?em niczego z?ego"

Cz?owiek. który- uznaje si? za doskona?ego. który- nie ma ?adnych w?tpliwo?ci. co do swojej doskona?o?ci. zarozumia?y i chorobliwie ambitny staje si?. je?li chodzi o w?asn? osob?. „?lepy moralnie". Nie jest w stanie, w ?aden sposób dostrzec swoich s?abych stron, b??dów, grzeszków nawet wtedy, gdy jawi? si? one jak na d?oni. gdy s? bezdyskusyjne, oczywiste, gdy a? „kol? w oczy".
Gdy kto? wi?c co? mu wytknie, przedstawi ?wiadków, udowodni niezbicie nie przyjmie tego do wiadomo?ci b?d? do upad?ego b?dzie si? broni? staraj?c si? udowodni?, ?e faktycznie nie ma tu ?adnej jego winy.
Taki cz?owiek. stwierdza ?w. Bernard. gdy wspomni si? o jakim? jego przewinieniu, zawsze zaczyna sw? obron? od zdania: „Nie zrobi?em tego". Gdy si? go troch? "przyci?nie do muru" mówi: .,Zrobi?em. Rzeczywi?cie, ale dobrze". Gdy mu si? udowodni grzech w taki sposób si? usprawiedliwia, ?e wynika z tego co mówi, i? on za to nie odpowiada. Stwierdza np.: "Chcia?em dobrze, a ?e sta?o si? tak jak si? sta?o to ju? nie moja wina". Oskar?ony reaguje zawsze agresywnie, „z?o?ci si?", wreszcie stara si? udowodni?, przede wszystkim sobie, ale tak?e innym, ?e powodem oskar?enia jest uprzedzenie, zazdro??, ?e jest ono zakamuflowanym prze?ladowaniem itp., itd.
Ten stan, czytamy w traktacie "O stopniach pokory i pychy" jest charakterystyczny dla ósmego stopnia pychy. W tym momencie zst?puj?cy po stopniach pychy "wkracza w przedsionek piek?a", staje si? podobny szatanowi, ju? zaczyna traktowa? siebie jak Boga - istot?, w wypadku której s?abo?ci, b??dy, pomy?ki, grzechy s? nie do pomy?lenia.
Cz?owiek, który osi?gn?? ósmy stopie? pychy "dusi si?" moralnie, "usycha" duchowo, zaczyna "kona?", by wreszcie "umrze?" na duszy. Na tym stopniu pychy staje si? wi?c, stwierdza ?w. Bernard, ?ywym trupem. Od tego momentu zaczyna si? ju? "rozk?ada?".

9. K?amstwo i przewrotno??

W ?wiadomo?ci cz?owieka zst?puj?cego po stopniach pychy zachodzi? dot?d proces utraty kontaktu z prawd? o sobie i, w znacznej mierze, równie? prawd? o innych ludziach oraz, w konsekwencji, ca?ej rzeczywisto?ci. W ramach tego procesu zanika zatem tak samokrytycyzm tego cz?owieka jak i zdolno?? prawid?owej oceny wszelkich zjawisk i faktów. W efekcie cz?owiek taki traci zdolno?? rozpoznania swojego realnego (faktycznego) „ja" bior?c za nie swoje „ja" idealne (wymy?lone przez siebie) i dokonuj?c, za jego po?rednictwem projekcji na ca?? rzeczywisto?? tak, ?e zaczyna funkcjonowa? w wi?kszym stopniu w krainie fikcyjnej wykreowanej przez swoje marzenia i oczekiwania ni? w realnym ?wiecie wierz?c zarazem wci?? g??boko. ?e wszystko to jest „nag?" prawd?.
Takie post?powanie podyktowane jest jego naturalnym przywi?zaniem do prawdy. Fakt. i? przywi?zanie to zacz??a przewy?sza? pycha powodowa?, ?e cz?owiek taki robi? wszystko, by za prawd? uznawa? tylko to, co "karmi?o" t? pych?. ?mier? duszy, która nast?pi?a na ósmym stopniu pychy polega?a, tak?e, na ca?kowitym zanegowaniu swojego realnego "ja" (mo?na powiedzie? "zabiciu" go), a co za tym idzie równie? pozosta?ej cz??ci rzeczywisto?ci. co spowodowa?o. w konsekwencji, utrat? przywi?zania do prawdy. Teraz zacz??a si? ju? liczy? dla tego cz?owieka i rz?dzi? nim niepodzielnie pycha. Usta?o wi?c dzia?anie przyczyn zmuszaj?cych go do separowania si? od faktów. Nast?pi?o otwarcie na nie i zarazem ca?kowite ich lekcewa?enie.
Ze stanu zatem wyalienowania z rzeczywisto?ci. swego rodzaju niepoczytalno?ci cz?owiek taki przeszed? nagle do stanu ch?odnej, obiektywnej oceny faktów i pe?nej odpowiedzialno?ci za swoje pomys?y i czyny. Jedynym efektem tego mog?y by?, w takim kontek?cie tylko "narodziny" k?amstwa i przewrotno?ci jako ?rodków piel?gnacji pychy.
?w. Bernard podaje przyk?ad zachowania zakonnika znajduj?cego si? na tym stopniu pychy, który twierdz?c dot?d, ?e jest bez grzechu zaczyna nagle "k?amliwie wyznawa? grzechy".
"Tego rodzaju cz?owiek - czytamy w traktacie "O stopniach pokory i pychy" - nie tylko nie usprawiedliwia czynionych mu zarzutów. ale wr?cz przeciwnie - win? sw? powi?ksza do tego stopnia. ?e widz?c jak dodaje do niej rzeczy wprost niewiarygodne i dziwne. jeste? sk?onny odrzuci? nawet to, co? dot?d uwa?a? za pewne. Rozg?aszaj?c rzeczy nie do wiary, przewrotnie zakrywaj? grzech, kiedy go wyznaj?: s?owa oskar?enia brzmi? chwalebnie. lecz nieprawo?? wci?? kryje si? w sercu s?uchacz ma utwierdzi? si? w przekonaniu, ?e to nie tylko prawda, ile raczej pokora przez nich przemawia. wed?ug tego, co napisano: „Sprawiedliwy najpierw sam siebie oskar?a" (Prz 18, 17)".
Cz?owiek. który znajduje si? na dziewi?tym stopniu pychy zaczyna ?wiadomie przeciwstawia? j? prawdzie. Jeszcze jednak prawdy nie neguje. Chce tylko ?eby mu w ?aden sposób nie przeszkadza?a. Pragnie ?y? i funkcjonowa? i by? akceptowanym w "porz?dku prawdy". Pragnie aby, w jej perspektywie, go doceniono". Stara si? wi?c j? nagina? tak, by "by?a po jego stronie" (przewrotno??) lub zniekszta?ca? a? do faktycznego (ale nie formalnego) jej zakwestionowania - "neutralizowa?" (k?amstwo) tak, by zawsze mu "s?u?y?a". Chce j? zatem, po prostu. podporz?dkowa? swojej pysze. Wysi?ki te jednak satysfakcjonuj? go nie w pe?ni i krótko. "Apetyt ro?nie w miar? jedzenia". Zst?puje wi?c na kolejny stopie? pychy. Proces „gnicia" zaczyna przebiega? coraz szybciej.

10. Bunt: uczyni ?ycie ?mierci?, a ?mier? ?yciem.

Ten stopie? pychy jest pocz?tkiem buntu woodu. Jest to w pierwszym rz?dzie. i to jeszcze skrywany, bunt przeciwko ludziom, g?ównie przeciwko wszelkim „szefom" i autorytetom. ?ywy trup nie chce ju?. nawet formalnie. w ?aden sposób by? komukolwiek podporz?dkowany. Nie chce nikogo s?ucha? ani z nikim si? liczy?. Otwarcie wi?c kwestionuje zasadno?? wszystkich takich zale?no?ci. tak?e intelektualnych. moralnych, obyczajowych. On jest przecie? „najlepszy", "najm?drzejszy" , „najwi?kszy" itd. Nie zniesie, by kto?, cho?by po?rednio, to kwestionowa?.
Taka postawa prowadzi go wprost do buntu równie? przeciwko prawdzie jako takiej. przeciwko ca?ej rzeczywisto?ci. Ludzie. którzy go do czego? "zmuszaj?" odwo?uj? si? przecie? do prawdy, wskazuj? na rzeczywisto??. mówi? - "musi by? tak. a nie inaczej", „tak jest g?upio", ”to jest z?o" itd. ?ywy trup na tym etapie ”swojego rozwoju" nie próbuje jeszcze otwarcie „bra? si? za bary" z Bogiem, jeszcze woli Go ignorowa?, lub wierzy, ?e to jego w?a?nie, jako tego najlepszego, Bóg promuje. Atakuje agresywnie nie przebieraj?c w ?rodkach to, co nazywa "ludzk? prawd?", „ludzkim rozumieniem dobra", ”ludzkim uj?ciem Boga" i jest przekonany, ?e mo?e, de facto, innych ludzi, ca?? rzeczywisto??, samego Boga „owin?? sobie dooko?a palca". Wierzy w swój sukces - w to, ?e uczyni ?ycie ?mierci?, a ?mier? ?yciem.
Próbuje jeszcze trzyma? si?, chocia?by formalnie, faktów, uznaje jako? czy raczej toleruje pewne aspekty natury. Jest wodzem swojej w?asnej, prywatnej, totalnej „rewolucji" i ma g??bok? nadziej? zwyci?stwa.

11. Wyst?pienie przeciwko Bogu. ?ywy trup

Zwyci?stwo to nie nadchodzi. Mno?? si? natomiast pora?ki. Rzeczywisto??. pomimo wszystkich manipulacji, pozostaje rzeczywisto?ci?. prawda. wbrew wszystkim wysi?kom. pozostaje prawd?. Prawo naturalne wci?? daje o sobie zna?. Bóg wci?? jest Bogiem. Panem stworzenia i Prawodawc?. a Jego obecno?? i dzia?alno??, Jego mi?osierdzie, od których nie mo?na uciec, przypominaj? o ludzkiej s?abo?ci, ma?o?ci, bezradno?ci, bole?nie godz? w podsycan? wci?? przez rosn?ce ci?gle, jak na dro?d?ach" pych?, "mi?o??" w?asn?.
?ywy trup nie mo?e pogodzi? si? z tak? sytuacj?. Wyst?puje otwarcie, wprost przeciwko Bogu. Ju? nie jest "nie?mia?ym" uczniem szatana. Je?li ?wiadomie uznawa? go za swojego mistrza i przewodnika odrzucaj?cego autorytet, nawet, niekiedy, gardzi nim z powodu jego pora?ek. To on - ?ywy trup b?dzie nosicielem ?wiat?a - Lucyferem. To on pokona Boga i zajmie Jego miejsce.
Uk?ada sobie wi?c teraz plan "detronizacji" Boga. Plan taki przybra? mo?e ró?ne postacie. Niekiedy jest bardzo rozbudowany, precyzyjny. finezyjny, drobiazgowy. Jego pierwszy punkt, jedyny zreszt?, który udaje si? ?ywemu trupowi zrealizowa?, jest zawsze taki sam: post?powa? tak jakby Boga nigdy nie by?o. ?w. Bernard nazywa to "swobod? grzeszenia".
W tym momencie ?ywy trup zaczyna g?osi? "wolno?? bez granic" i realizuje j? podejmuj?c i gloryfikuj?c takie dzia?ania, co do których przypuszcza. ?e najbardziej zabol? Boga, najbardziej w Niego ugodz?. Grzech czyni swoim chlebem powszednim. "Nurza si?" w nim i "tarza" jak ?winia w b?ocie. Wychwala jego "smak". "Pieje" nad swoim "szcz??ciem". Drwi: "No i co, có? na to Bóg, nic nie mo?e, nie reaguje, jest bezsilny. nie ma go - umar?." Bada granice swojej niegodziwo?ci, kroczy wci?? dalej i dalej. grzeszy coraz wi?cej. coraz cz??ciej, coraz intensywniej. To zjawisko ?wietnie uchwyci? Henryk Sienkiewicz w "Quo vadis" gdzie Neron. w chwili szczero?ci. mówi: "Zabi?em nawet swoj? matk?. by zobaczy? czy bogowie zareaguj?" .
Pozbywa si? resztek niepokoju. jest coraz pewniejszy siebie. czuje si? coraz silniejszy. czuje si? coraz bardziej bogiem. Powoli. niedostrzegalnie. dla siebie, przekracza ostatni? granic? - wchodzi w ostatni etap swojego „rozk?adu".
„Niestety. podobnie jak bywa z próbuj?cym przej?? rzek? w bród - stwierdza ?w. Bernard - i on zwolna pogr??a si? w wirze grzechów". Dodajmy: by dotrze? za ?ycia, je?eli to mo?na jeszcze nazwa? ?yciem, do samego dna „piek?a".

12. „Ju? cuchnie"

To dno „piek?a" ?w. Bernard nazywa „na?ogiem grzechowym". „Gdy pierwsze wyst?pki - czytamy w traktacie ”O stopniach pokory i pychy” – unikn? straszliwego wyroku Bo?ego, szuka si? nowych rozkoszy; te za? uwodz? coraz bardziej. Rozbudza si? po??danie, rozum popada w stan u?pienia, a na?óg zacie?nia p?ta. Nieszcz??nik stacza si? w przepa?? z?a i jako wi?zie? poddany zostaje tyranii wyst?pków".
Proces „rozk?adu" ?ywego trupa ko?czy si? w tym momencie. Ju? nie ma w nim nic. co mog?oby jeszcze zgni?. Nad niczym ju? nie panuje. Jest tylko kuk??. któr? wprawia w ruch. taka czy inna. teraz niejako samoistna. ??dza. Jest mumi?. która porusza si? ruchem robactwa. które j? toczy. To dos?ownie trup i to trup. Który ”ju? cuchnie".

Pycha i wolno??
Wolno?? jest tym, co cz?owiek zawsze rozpoznawa? jako stan, w którym powinien si? znajdowa? - jako jeden z podstawowych warunków prawdziwie ludzkiej egzystencji. Wolno?? to chyba najbardziej "ogólnoludzka" warto?? ze wszystkich tych, które kiedykolwiek przyjmowa?a ludzko??. Nikt zatem z tych. którzy maj? na ustach has?o "cz?owiek" nie b?dzie przeczy?. ?e nale?y ona do natury cz?owieka, ?e jest jego prawd?, drog?, ?yciem. I nic dziwnego. bo przecie?, w istocie wolno?? jest jednym z imion Boga. To Bóg ofiarowa? j? nam w momencie stworzenia. aby?my j? pomno?yli a? do granic naszych mo?liwo?ci. a? do tego momentu. w którym Jego Wola stanie si? nasz? wol?, a Jego wolno?? nasz? wolno?ci?.
To jednak nie oznacza. ?e mamy sta? si? bogami, zosta? wprost i dos?ownie Bogiem. Wr?cz przeciwnie - mamy male?. To pokora, co jest przecie? tak oczywiste. jest kluczem, który otwiera drzwi naszej wolno?ci. Kto tego jeszcze wyra?nie nie widzi niech przyjrzy si? pysze i jej owocom.
W dziejach kultury ludzkiej, szczególnie w ostatnich dziesi?tkach lat, formu?owano wiele definicji wolno?ci. Nie ma co ich tu omawia?. Nie warto wdawa? si? w polemiki. Jakby bowiem nie rozumie? wolno?ci, pycha b?dzie zawsze tym, co j? skutecznie niweczy. Nawet Wi?c to. zafa?szowane przecie?. rozumienie wolno?ci jakie podsuwaj? nam tak nachalnie ?ywe trupy. gdy skonfrontowa? je z ich stanem, na którymkolwiek stopniu "umierania" czy „rozk?adu" si? znajduj? pozwoli nam stwierdzi?, ?e wolno?? jest im ca?kowicie obca, ?e zadziwiaj?co konsekwentnie robi? wszystko, by jej unikn??.
We?my pod uwag? pierwszy stopie? pychy. Czy mo?na wolnym nazwa? cz?owieka, który nie po?wi?caj?c czasu, si? i ?rodków na poznanie samego siebie, nie wie. tak naprawd?, czego potrzebuje, pragnie, chce, który nie wie i nie poznaje "swojej n?dzy" i nie próbuje w konsekwencji, jej usun??? Czy cz?owiek wolny to cz?owiek, który nie zabiega o swe podstawowe interesy? Wyra?nie wida? tu zjawiska popadania w niewol?. Jest to, w tym momencie niewola, któr? mo?na nazwa? niewol? niewiedzy.
We?my pod uwag? drugi stopie? pychy. Pojawia si? tu jak na d?oni. nowy typ niewoli. Jak?e inaczej bowiem mo?na nazwa? poddanie si? rz?dom zazdro?ci i poczucia wy?szo?ci. Jest to. pos?uguj?c si? j?zykiem ?w. Bernarda, niewola "lekko-my?lno?ci". A trzeci stopie? pychy. To ju? wprost "zabijanie" wolno?ci, intensywne pog??bianie niewoli niewiedzy. To tak?e nowy typ niewoli - niewola "niestosownej weso?o?ci". Czwarty stopie?. Kolejne wi?zy - niewola pró?no?ci. Pi?ty. Dalsze ograniczenia: niewola "kultu w?asnej odr?bno?ci". Szósty. Pog??bianie niewoli niewiedzy, a ponadto, niewola zarozumia?o?ci. Siódmy. Straszna niewola ambicji. Ósmy. Niewola niewiedzy osi?ga swój szczyt. Dziewi?ty. Bezpo?rednie, ca?kowite zniewolenie przez w?asn? pych?. Zwi?kszenie si? pozosta?ych typów niewoli. Znaczne zmniejszenie si? niewoli niewiedzy cz?sto identyfikowane przez ?ywego trupa jako odzyskanie wolno?ci. Dziesi?ty. Umacnianie si? niewoli pychy. Jedenasty. Dodatkowe wi?zy: poddanie si? "regulaminowi grzechu".
I wreszcie stopie? dwunasty. Zamkni?cie wszystkich furtek do wolno?ci. Piek?o totalnego uzale?nienia. Mo?na powiedzie?, ?e w zasadzie nie ma ju? tego, kto móg?by by? wolny czy zniewolony. To ju? bowiem nie on my?li, podejmuje decyzje, dzia?a. Jest tylko, jak ju? o tym mówili?my, bezwoln? kuk??.

[ „Masoneria polska i okolice”, Stanis?aw Krajski, 1997, 316-331 ]

 

Komentarze   

 
0 #7 scyzoryk 2014-11-19 20:03
Cytować
 
 
0 #6 Jola 2014-10-17 12:27
Ja znam takie sytuacje z wlasnego zycia i zycia inny znanych mi osob.To przerazajace jak malo wiem. jak malej wiary jestem. Boze pomoz mi odnalezc wlasciwa droge .Daj laske aby smierc zastala mnie zywa.
Cytować
 
 
+1 #5 teresa 2014-02-12 08:04
Pycha u ludzi zabija czlowieczenstwo ,znam osoby,ktore zamiast byc przykladem dla innych powoduja utrate wiary,swym zachowaniem,ksi adz,ktory bije dzieci,katechet a ktory uprawia seks z nastolatka,czy pedofilia w Kosciele,trzeba wiecej modlitwy,pokory ,zaufania Bogu,zyc miloscia do Boga i czlowieka
Cytować
 
 
0 #4 teresa 2014-02-12 07:58
dzieki,ale tak do konca nie jest jak w artykule z pycha,sa ludzie pokorni,ale nawet wsrod ksiezy sa puszni,przykre to jest,ze pogardzaja innymi,sa na stolkach kosciel.ych a pala,pija,udawa ja madrych a sa duchowo zagubieni,najgo rzej jest gdy tego nie widza,modle sie za te osoby,niestety pycha ich zaslepia....poz drawiam
Cytować
 
 
+3 #3 Ewa 2013-11-24 18:41
ARTYKU? DLA KA?DEGO CZYTAJMY I ZASTANAWIAJMY SI? NAD SOB?. GDZIE JA JESTEM?
Cytować
 
 
+2 #2 Danuta 2013-11-17 06:31
jestem bardzo wdzieczna za ten artykol gdyz pozwolil me spojzec w glab mojej duszy i spytac sie siebie, czy nie popelniam bledu w moim sposobie myslenia i zachowania.
dziekuje za ta mozliwosc
Cytować
 
 
+3 #1 ?uk 2013-06-14 16:55
Szczerze, to ka?dy powinien ten artyku? przeczyta?.

Zapraszam na blog: www.wzrostwiary.blogspot.com
Cytować
 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież


Sonda

Czy przedsoborowa Msza Trydencka? (po ?acinie)
 

Polecany link, kliknij

Reklama

Kto jest teraz on-line

NaszÄ… witrynÄ™ przeglÄ…da teraz 46 goĹ›ci