Św. Maksymilian Maria Kolbe
Biografie - Polscy męczennicy

kolbe
Św. Maksymilian Maria Kolbe
(1894 -1941)


Ukazała mu się we wczesnej młodości Matka Boska trzymająca dwie korony: białą oznaczającą czystość, i czerwoną - męczeństwo. Gdy spytała, którą koronę wybiera, powiedział: obie! Rodzice Rajmunda Kolbego (późniejszego o. Maksymiliana), Juliusz i Marianna z Dąbrowskich, pochodzili ze starych rodzin tkackich osiadłych w Zduńskiej Woli. Juliusz Kolbe, wysoki, dobrze zbudowany brunet, miał opinię człowieka towarzyskiego i romantycznego. Po amatorsku grał na skrzypcach. Był energiczny i pracowity. Marianna Dąbrowska, nad wyraz pobożna, od dzieciństwa myślała o życiu w zakonie, ale gdyby - jak mawiała - zamążpójście okazało się rzeczą nieuniknioną, prosiła Boga o takiego męża, który by nie klął, nie pił i nie chodził do szynku na zabawy. Zdecydowała się poślubić Juliusza, ponieważ spełniał powyższe warunki. Była niewysoką, drobną szatynką, ubierającą się zawsze na ciemno. W rok po ślubie wstąpiła wraz z mężem do trzeciego zakonu św. Franciszka (tercjarzy). Stanowili zgodną parę. Żyli skromnie, ponieważ wystawność uważali za przeszkodę w zbawieniu. Zgodnie z tradycjami rodzinnymi, prowadzili w wynajętej izbie warsztat tkacki, mieszkali zaś kilka metrów dalej, za kotarą. W Zduńskiej Woli urodził im się pierwszy syn. Z racji wielkiego kultu, jaki żywili do św. Franciszka z Asyżu, dali pierworodnemu jego imię. Półtora roku później, 8 stycznia 1894 r., przyszedł na świat Rajmund. Niebawem, wskutek poważnego kryzysu w chałupnictwie włókienniczym, Kolbowie przeprowadzili się do Łodzi, ale nie zagrzali tam długo miejsca. Wkrótce po narodzinach trzeciego syna, Józefa, zamieszkali we wsi Jutrzkowice, na przedmieściu Pabianic. Wynajęli tu mały domek z kawałkiem ziemi i założyli sklepik artykułów pierwszej potrzeby. W Jutrzkowicach przybył rodzinie Kolbów czwarty syn, Walenty, który zmarł przed upływem roku. Potem urodził się jeszcze Antoni, lecz i on zmarł młodo, mając cztery lata. Trzej starsi synowie chowali się zdrowo. Wszyscy byli żywego usposobienia, skorzy do figlów, ale równocześnie bardzo religijni. Kiedy Rajmund miał około jedenastu-dwunastu lat, ukazała mu się, w pabianickim kościele św. Mateusza, Matka Boża, trzymająca dwie korony: białą, oznaczającą czystość, i czerwoną męczeństwo. Gdy spytała, którą koronę wybiera, powiedział: obie! Po zlikwidowaniu mało rentownego sklepu, rodzice Rajmunda zatrudnili się
w pabianickiej fabryce wyrobów bawełnianych "Krusche-Ender". Marianna stanęła przy maszynie tkackiej; Juliusz otrzymał posadę wagowego w tzw. kantorze. Pracowali na jedną zmianę od 6.00 do 19.00 z godzinną przerwą na obiad oraz dwoma kwadransowymi okienkami na śniadanie i podwieczorek. Poza pracą Marianna zajmowała się akuszerstwem, często bezinteresownie; natomiast ruchliwy Juliusz bywał po trosze introligatorem i fryzjerem, a także kolporterem prasy patriotyczno-religijnej. Łączny zarobek małżeństwa Kolbów starczał na zaspokojenie potrzeb rodziny. Żyli oszczędnie, ubierali się niedrogo, choć starannie. Meble mieli proste. Gdy Franciszek i Rajmund ukończyli szkołę elementarną, rodzice stanęli przed niełatwą decyzją: którego kształcić dalej? Na obydwu nie mieli pieniędzy, toteż postanowili, że do szkoły średniej pójdzie tylko najstarszy.
Franciszek rozpoczął naukę w Szkole Handlowej, natomiast Rajmund został w domu. Lecz oto niebawem szczęśliwy traf sprawił, że Rajmund znalazł sponsora, a jednocześnie korepetytora w osobie pabianickiego aptekarza. Dzięki temu od nowego roku szkolnego 1906/7 bracia Kolbowie uczęszczali już do tej samej klasy, gdzie Rajmund szybko zaczął wybijać się jako prymus. Wiosną 1907 r. przyjechało do Łagiewnik pod Łodzią kilku franciszkanów, którzy na nowo objęli dawny klasztor. Jednocześnie głosili w okolicy kazania i przeprowadzali misje, aby "zwerbować" nieco kandydatów do swego świeżo otwartego we Lwowie niższego seminarium duchownego. Na jednym z owych kazań zjawili się bracia Kolbowie, Franciszek i Rajmund, a efekt był taki, że we wrześniu obaj spakowali kuferki i ruszyli (z błogosławieństwem rodziców) do Lwowa.
Rok później najmłodszy z Kolbów, Józef, ukończywszy szkołę elementarną, zapragnął dołączyć do braci w lwowskim seminarium. Wtedy również Marianna powróciła do swych młodzieńczych marzeń. Zresztą, już w dziewiątym roku małżeństwa wyprosiła u męża roczny ślub czystości, ponawiany przez siedem kolejnych lat. W 1908 r. Juliusz dał się namówić do złożenia następującego oświadczenia: "Pożądaniem moim jest, aby żona i siostra moja Marianna, za natchnieniem Bożym, oddała się na wyłączną służbę Jego". W tymże 1908 r. Marianna zawiozła Józia do Lwowa, gdzie sama zgłosiła się do klasztoru benedyktynek jako rezydentka, czyli "świecka mniszka". (Potem, od roku 1913, żyła jako tercjarka przy klasztorze felicjanek w Krakowie; zmarła w roku 1946). Jeśli chodzi o Juliusza, ojca rodziny, to nie wiadomo dokładnie, kiedy opuścił Pabianice. Jakiś czas przebywał, w roli tercjarza, przy klasztorach franciszkańskich, potem zaś osiadł w Częstochowie, gdzie prowadził księgarenkę i sprzedawał dewocjonalia. Podobno myślał o ukończeniu szkoły organistowskiej, a nawet o kapłaństwie. W samotności bardzo tęsknił za rodziną. Franciszek i Rajmund podjęli naukę w seminarium od trzeciej klasy gimnazjalnej. Wiosną 1910 r. zostali poinformowani, że jeśli trwają w dawnym postanowieniu, to po wakacjach mogą rozpocząć nowicjat. I wówczas Rajmund nagle zaczął się wahać, nie będąc pewnym, czy zrobi w habicie "coś wielkiego dla Boga i Polski". Po naradzie z bratem obaj postanowili, że zaciągną się do wojska. I kiedy szli już powiadomić przełożonego o swej decyzji, usłyszeli dzwonek. Wzywano ich do rozmównicy, gdzie czekała matka. Wiedząc, jak szczerze przedtem pragnęli być kapłanami, Marianna Kolbe wyperswadowała synom "wojskowe" marzenia. Czwartego września 1910 r. bracia Kolbowie przywdziali habity franciszkańskie i przybrali nowe imiona. Rajmund stał się odtąd Maksymilianem. W jego młodzieńczym życiu dużą rolę odgrywał już wówczas głęboki duchowy związek z Matką Bożą. Napisał później: "W internacie na chórze, gdzie słuchaliśmy mszy świętej, z twarzą do ziemi obiecałem Najświętszej Maryi Pannie królującej w ołtarzu, że będę walczył dla Niej. Jak - nie wiedziałem, ale wyobrażałem sobie walkę orężem materialnym".
Po roku próby życia zakonnego, 5 września 1911 roku, brat Maksymilian złożył pierwsze śluby i wrócił do seminarium, by skończyć program gimnazjalny. Ponowne zetknięcie się z naukami humanistycznymi wpłynęło na niego odprężająco. Stał się bardziej naturalny. Wakacje 1912 r. spędził w Kalwarii Pacławskiej koło Przemyśla, gdzie franciszkanie rozwijali szeroką działalność dla ożywienia kultu Niepokalanej. Po letnim odpoczynku udał się do Krakowa, by rozpocząć studium filozofii w tamtejszym klasztorze. Tymczasem otrzymał propozycję wyjazdu, w gronie sześciu kleryków, na studia do Rzymu. Podróż nastąpiła w ostatnich dniach października 1912 r. Dotarłszy do Wiecznego Miasta, zamieszkali polscy młodziankowi‚ w klasztorze Międzynarodowego Kolegium Serafickiego przy via San Teodoro. Było tu już między innymi dziesięciu Polaków z Ameryki, a także Niemcy, Węgrzy, Czesi i wielu Włochów. 10 listopada rozpoczął Maksymilian studia filozoficzne w Uniwersytecie Gregoriańskim. Dwa lata później, 1 listopada 1914 r., złożył profesję uroczystą, przybierając dodatkowe imię: Maria. Odtąd zawsze podpisywał się jako Maksymilian Maria Kolbe.
22 października 1915 roku, mając niespełna 22 lata, uzyskał w Rzymie doktorat z filozofii. Niebawem podjął studia na Papieskim Wydziale Teologicznym imienia św. Bonawentury, prowadzonym przez franciszkanów. W tym czasie zaczął coraz mocniej zapadać na zdrowiu, ponieważ od początku nie służyły mu ani klimat, ani kuchnia włoska. Często miewał bóle głowy i żołądka, a w końcu zapadł na gruźlicę, która stała się jego chorobą na resztę życia. Subdiakon Maksymilian nie przestawał myśleć o Niepokalanej. 20 stycznia 1917 r. - podczas medytacji w kaplicy Collegium Seraphicum - postanowił założyć stowarzyszenie maryjne. Zamiar ten wprowadził w życie 16 października 1917 r., powołując do życia Rycerstwo Niepokalanej (Militia Immaculatae - MI). 28 kwietnia 1918 r. uzyskał święcenia kapłańskie w rzymskim kościele S. Andrea della Valle. Nazajutrz odprawił mszę prymicyjną w kościele S. Andrea delle Fratte. Jedeńaście miesięcy później otrzymał błogosławieństwo papieża Benedykta XV dla Rycerstwa Niepokalanej, przekazane przez arcybiskupa Dominique`a Jaqueta. Natomiast 4 kwietnia 1919 r. nastąpiło zatwierdzenie MI przez wikariusza generalnego zakonu franciszkanów, ojca Domenica Tavaniego. Uzyskawszy 22 lipca 1919 r. doktorat z teologii, wyruszył o. Kolbe niemal natychmiast pociągiem do Polski. Początkowo zainstalował się w Krakowie, przy seminarium franciszkańskim. Jego sytuacja rodzinna wyglądała ówcześnie tak:
1/ ojciec zginął podczas wojny, w nieznanych okolicznościach;
2/ matka żyła jako tercjarka u sióstr felicjanek w Krakowie;
3/ starszy brat, Franciszek, wystąpił z zakonu, by walczyć w legionach Piłsudskiego; potem ożenił się i zamieszkał w Kraśniku;
4/ młodszy brat, Józef, przyjął imię zakonne Alfons i - jako kleryk franciszkański - przebywał na wakacjach w Kalwarii Pacławskiej.
Wyjeżdżając do Rzymu, opuszczał Maksymilian kraj podzielony między trzy państwa zaborcze. Wrócił do zjednoczonej i niepodległej Rzeczypospolitej, co napawało jego polskie serce wielką radością. Kiedy 8 października 1919 r. sześciu krakowskich kleryków, wraz z magistrem o. Czesławem Kellarem, wpisało swe nazwiska do księgi Rycerstwa Niepokalanej, na ich prośbę położył swój podpis także, u góry strony, ojciec Maksymilian Maria Kolbe. Było to pierwsze koło MI na terenie Polski. 20 grudnia tego roku biskup Adam Stefan Sapieha zezwolił na wydrukowanie dyplomiku Rycerstwa i odtąd rozpoczęło się przyjmowanie do stowarzyszenia osób świeckich. 11 stycznia 1920 r. zapisało się 400 nowych członków. (Był to przełomowy dzień dla Rycerstwa, którego szeregi zaczęły rosnąć w szybkim tempie: w 1923 roku liczyło 14000 członków; w 1932 r. - 59000; w 1939 r. - 750000). Na początku sierpnia 1920 r., przymuszony stanem zdrowia, rozpoczął Maksymilian 8-miesięczną kurację przeciwgruźliczą w Zakopanem, pełniąc równocześnie obowiązki kapelana w miejscowym Szpitalu Klimatycznym (dzisiaj: Szpital
Zakaźny). Po kuracji nastąpiła 5-miesięczna rekonwalescencja w Nieszawie. Gdy u progu listopada 1921 r. wrócił do Krakowa i stwierdził, że Rycerstwo Niepokalanej przeżywa zastój, rzucił się na nowo w wir pracy apostolskiej. Czy wówczas miał już pełne wyobrażenie o kształcie MI? Chyba tak. Przewidywał trzy kręgi "wtajemniczenia". Do pierwszego mógł należeć każdy, kto wpisał swe nazwisko na centralną listę, zobowiązał się nosić medalik z podobizną Maryi oraz codziennie odmawiał modlitwę: "O, Maryjo, bez grzechu poczęta, módl się za nami...". Drugi krąg stanowili członkowie działający zespołowo, uczestniczący we wspólnych nabożeństwach i zebraniach, organizujący prelekcje, imprezy religijne, akcje charytatywne itp. Krąg trzeci nigdy nie został do końca zdefiniowany; w każdym razie od jego członków oczekiwano posłuszeństwa i ubóstwa w stopniu heroicznym - na rzecz Rycerstwa; należeli tu przede wszystkim zakonnicy. Ogarnięty myślą o krzewieniu idei maryjnej w coraz to nowych środowiskach, pragnął o. Maksymilian jak najszybciej założyć odpowiednie czasopismo. Ze zdumieniem stwierdzał, że Kościół w nikłym stopniu wykorzystuje prasę do ewangelizacji społeczeństw, była to więc luka, w którą zapragnął wejść całym sobą. I oto
w styczniu 1922 r., po krótkich stosunkowo zabiegach, udało się wydać w Krakowie pierwszy numer pisma pt. "Rycerz Niepokalanej" - w nakładzie 5000 egzemplarzy. Latem 1922 r., podczas kuracji w Mszanie Dolnej, o. Maksymilian dowiedział się o zlikwidowaniu szkoły przy klasztorze franciszkańskim w Grodnie i o decyzji prowincjała, żeby przenieść tam z Krakowa (z celi o. Maksymiliana) redakcję Rycerza". Było to posunięcie słuszne od strony lokalowej, natomiast w całym Grodnie brakowało odpowiedniej drukarni. Tym samym należało pomyśleć o nabyciu własnej maszyny. Po długich poszukiwaniach znaleziono w Krakowie "coś takiego" na korbę i rozpoczęto w Grodnie tłoczenie kolejnych numerów. Intensywna praca nadszarpnęła zdrowie o. Maksymiliana, toteż - przynaglony przez prowincjała - udał się znów, we wrześniu 1926 r., na dłuższą kurację do Zakopanego. Całość spraw redakcyjnych przejął wówczas o. Alfons Kolbe, który specjalnie w tym celu przybył z Poznania do Grodna. 13 czerwca 1927 r. miało miejsce wydarzenie, które zadecydowało o zupełnie nowym kształcie franciszkańskiego wydawnictwa. Oto na odpust św. Antoniego przybył do Grodna ks. Ciborowski z Adamowicz, który w rozmowie z franciszkanami napomknął, że właściciel dóbr koło Grodna książę Jan Drucki Lubecki posiada również majątek w Teresinie pod Warszawą. Wykorzystując tę informację, o. Maksymilian spotkał się niebawem z księciem i zapytał, czy nie dałoby się "wygospodarować" kawałka ziemi niedaleko stolicy z przeznaczeniem na drukarnię i magazyny "Rycerza". Kilka miesięcy później, po negocjacjach z księciem, fran-
ciszkanie otrzymali na własność pięć morgów gruntu w Teresinie, 40 km od Warszawy. O. Alfons Kolbe sfotografował ów teren i zamieścił w "Rycerzu Niepokalanej" zdjęcie z prośbą o datki na budowę klasztoru. Ofiary zaczęły spływać nadspodziewanie obficie, toteż jesienią zwieziono pierwszą partię materiałów budowlanych i zaczęto stawiać prowizoryczne baraki. O. prowincjał Kornel Czupryk, na wniosek o. Dominika Bednarza, nadał nowej placówce nazwę: Niepokalanów. Wydrukowany w lutym 1928 r. pierwszy niepokalanowski numer "Rycerza" osiągnął nakład 100.000 egzemplarzy. A ponieważ planowany dalszy wzrost nakła-
dów domagał się także większej ilości rąk do pracy, o. Maksymilian zamieścił w majowym numerze pisma ogłoszenie o naborze kandydatów do zgromadzenia. Z końcem 1929 r. przebywało w Niepokalanowie 2 kapłanów, 50 braci zakonnych (wraz z aspirantami) i 33 uczniów niższego seminarium, a "Rycerz Niepokalanej" wychodził w nakładzie 150000 egzemplarzy. [Dziewięć lat później doszedł do miliona egzemplarzy]. Utworzywszy w Polsce wymarzoną placówkę maryjną, o. Maksymilian rzucił pomysł, by podobne klasztory zakładać w "zaniedbanych religijnie" krajach Dalekiego Wschodu. Dla idei tej zyskał poparcie generała swego zakonu, o. Alfonsa Orliniego, którego specjalnie odwiedził w Rzymie. Po powrocie do Niepokalanowa rozpoczął natychmiast przygotowania do wyjazdu, który nastąpił 26 lutego 1930 roku. Razem z o. Maksymilianem wyruszyli czterej bracia franciszkanie. Swą morską podróż rozpoczęli w Marsylii, wsiadając 7 marca na statek płynący do Szanghaju. Od tej chwili o. Maksymilian zaczął zapuszczać brodę. W Szanghaju wysiadło czasowo dwóch braci zakonnych, którzy mieli zrobić rozeznanie lokalnego rynku wydawniczego, natomiast o. Kolbe z dwoma pozostałymi braćmi odpłynął do Nagasaki - głównego ośrodka chrześcijańskiego w Japonii. Przybył tu 24 kwietnia 1930 roku. Miejscowy ordynariusz, biskup Yanuario Hayasaka, ułatwił wynajęcie skromnego mieszkania i pomógł nawiązać kontakty z katolickim klerem. Dzięki temu już miesiąc później, 24 maja 1930 r., rozpoczęła się wysyłka pierwszego numeru japońskiego "Rycerza" - "Seibo no Kishi"- wydrukowanego w nakładzie 10000 egzemplarzy. Po siedmiotygodniowym pobycie w Japonii o. Maksymilian ruszył przez Syberię do Polski, aby wziąć udział w kapitule prowincjalnej we Lwowie (21- 24 lipca). Podczas obrad zapadła decyzja, że pozostanie gwardianem w Japonii, nato-
miast jego brat, o. Alfons Kolbe - przełożonym Niepokalanowa. (Pracujący ponad siły i w ciągłym stresie o. Alfons umarł niecałe pięć miesięcy później). 25 sierpnia 1930 roku o. Maksymilian był już z powrotem w Nagasaki, gdzie rozpoczął starania o zbudowanie "japońskiego Niepokalanowa". Mimo rozlicznych trudności zewnętrznych, a także osobistych cierpień (kolejne nawroty gruźlicy), doprowadził do zebrania pieniędzy i wykupienia 4-hektarowej działki w dzielnicy Hongochi. Tutaj, u stóp góry Hikosan, stanął klasztor, któremu polscy misjonarze dali nazwę: Mugenzai no Sono (Ogród Niepokalanej). Tym, którzy twierdzili, że miejsce jest nieodpowiednie, bo skaliste i odległe od centrum, o. Maksymilian odpowiadał: "Tak chciała Maryja". (Kiedy w sierpniu 1945 r. Amerykanie zrzucili bombę atomową na Nagasaki, góra Hikosan osłoniła klasztor; wypadły jedynie szyby z okien). Swą działalność apostolską w Japonii, podobnie jak wcześniej w Polsce, oparł o. Maksymilian na dwóch filarach: ubóstwie i kulcie Niepokalanej. Pracując z ogromnym poświęceniem,dokonał wespół z braćmi rzeczy nadzwyczajnej: w obcym kraju, prawie bez środków materialnych i bez znajomości języka, założył silny (z czasem) klasztorny ośrodek wydawniczy. W jednym z listów do Polski napisał: "Zadanie tu bardzo proste: zapracować się, zamęczyć, być uważany za niewiele mniej jak za wariata przez swoich i wyniszczony umrzeć dla Niepokalanej.(...) Potęga nasza w uznaniu swej głupoty, słabości i nędzy, i ufności bezgranicznej w dobroć i potęgę Niepokalanej". Gorący, wilgotny klimat coraz gorzej służył gruźlikowi, toteż o. Maksymilian mocno podupadł zdrowotnie. Często miewał stany zapalne i bóle głowy, otwierały mu się wrzody. Lekarz japoński dziwił się, że można w ogóle żyć "z takimi strzępami płuc". Gorsze jednak od cierpień cielesnych bywały dla o. Maksymiliana oznaki zniechęcenia pośród współbraci. W maju 1933 r. brodaty "szaleniec Niepokalanej" przyjechał na parę miesięcy do Polski, aby między innymi wygłosić serię odczytów misyjnych. Tuż przed jego przybyciem ukazał się pierwszy numer franciszkańskiego pisemka dla dzieci pt."Rycerzyk Niepokalanej". W lipcu 1933 r., podczas kapituły prowincjalnej, na przełożonego Mugenzai no Sono wybrany został o. Kornel Czupryk, natomiast o. Kolbemu powierzono jedynie redakcję "Seibo no Kishi". 4 października 1933 r., w dzień św. Franciszka z Asyżu, obaj zakonnicy dotarli do Nagasaki. Ostatnią swą podróż z Japonii do Polski przedsięwziął o. Maksymilian wiosną 1936 r. Wracał przygarbiony, zmęczony, z długą siwiejącą brodą. W ojczyźnie mógł jednak nacieszyć oczy setkami numerów "Małego Dziennika" - taniej gazety drukowanej przez frańciszkanów od maja 1935 r.- a także kilkoma numerami "Informatora Rycerstwa Niepokalanej", pisma wydawanego od kwietnia 1935 r. dla kół MI. W dniach 13-16 lipca o. Kolbe wziął udział w kapitule prowincjalnej, na której powierzono mu funkcję gwardiana Niepokalanowa (polskiego). Zasadniczym celem, jaki sobie odtąd stawiał, była troska o życie wewnętrzne 600 współbraci (w roku 1938 liczba mieszkańców Niepokalanowa wynosiła łącznie 764). Pragnął ich doprowadzić do takiego stanu doskonałości, by wszystko czynili z miłości do Boga przez Niepokalaną. W życiu klasztornym przestrzegał zasady równości pod względem stroju, pracy i posiłków. Ganił przejawy uprzywilejowania ojców (księży) wobec braci-konwersów. Nie wyróżniał nawet gości, choćby i purpuratów. W ciągu następnych trzech lat Niepokalanów stał się prężnym koncernem prasowym. Z uwagi na niskie ceny i dobry kolportaż "Rycerz Niepokalanej" stanowił konkurencję dla wielu czasopism, toteż bywał obiektem niewybrednych ataków. Od stycznia 1938 r. franciszkanie zaczęli wydawać - po łacinie - kolejne pismo, kwartalnik dla duchowieństwa całego świata "Miles Immaculatae". We wrześniu tegoż roku ukazał się pierwszy numer "Małego Rycerzyka Niepokalanej", przeznaczonego dla dzieci poniżej lat 10. Jesienią 1938 r. zbudowano w Niepokalanowie radiostację, która jednak musiała zawiesić nadawanie po kilku audycjach próbnych - wskutek trudności z uzyskaniem koncesji: Od stycznia 1939 r. wszedł na rynek nowy niepokalanowski miesięcznik: "Biuletyn Misyjny". Latem 1939 r., podczas kapituły prowincjalnej w Krakowie (23 - 25 sierpnia), o. Maksymilian został wybrany ponownie na gwardiana Niepokalanowa. Tydzień później wojska Hitlera napadły na Polskę. Wobec nadchodzącego niebezpieczeństwa, o. Maksymilian - po konsultacji z prowincjałem o. Maurycym Madzurkiem - zdecydował się rozesłać większość braci po Polsce. Ruszyli zatem, gdzie kto mógł, najczęściej w rodzinne strony. Ostatecznie w klasztorze pozostało 3 ojców i 37 braci. Rozmyślając nad nowym etapem swego życia, w przewidywaniu szykan ze strony Niemców, o. Kolbe ściął brodę, którą nosił blisko 10 lat. 19 września 1939 r. hitlerowcy zagarnęli mieszkańców klasztoru i przewieźli najpierw do obozu dla internowanych w Lamsdorf (Łambinowice), a potem do Amtitz (Gębice) i Ostrzeszowa. 8 grudnia, w święto Matki Bożej Niepokalanej, puścili wszystkich wolno. Franciszkanie, uważając to za szczególny znak swej Patronki, wrócili z radością do Niepokalanowa. Zastali tam czterech ojców i pięćdziesięciu braci, którzy wrócili z rozproszenia, a także około 3500 wojennych rozbitków. Mimo zdemolowanej drukarni, o. Maksymilian rozpoczął niebawem usilne starania u władz okupacyjnych o wznowienie "Rycerza Niepokalanej". I wbrew opiniom sceptyków, po 10 miesiącach zabiegów otrzymał zgodę na wydanie jednego numeru. Połączył zatem grudniowy numer z 1940 r. i styczniowy z 1941 r., by wydrukować 120.000 egzemplarzy. Chociaż Niemcy ograniczyli kolportaż do dystryktu warszawskiego, wojenny numer "Rycerza" - niosący Polakom pokrzepienie i nadzieję zwycięstwa - sprzedany został błyskawicznie. Rozwiało to wszelkie wątpliwości nazistów co do postawy naczelnego redaktora o "niemieckim" nazwisku i przypieczętowało jego los. 17 lutego 1941 r. Maksymilian Kolbe został osadzony, wraz z czterema innymi franciszkanami, na Pawiaku, w Warszawie. Przez jakiś czas pracował w bibliotece więziennej, lecz niebawem rozchorował się i zaniemógł. Podkurowany w szpitalu, 28 maja został wywieziony, w transporcie 300 osób, do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. Wytatuowano mu numer 16.670. Trzeciego dnia pobytu w obozie trafił do osławionego komanda Babice, dowodzonego przez "krwawego Krotta", sadystę i mordercę. Krott ze szczególną zawziętością zaczął maltretować o. Kolbego. Raz pobił go do utraty przytomności. A jednak franciszkanin nie tracił ducha, pocieszał współwięźniów, spowiadał i dzielił się swoimi porcjami chleba. Szczęśliwym trafem, dobrzy ludzie pomogli go umieścić w obozowej izbie chorych, gdzie podleczył zewnętrzne skaleczenia. Ale właśnie wtedy, gdy częściowo odzyskał siły, gdy mógł dostać funkcję w bloku rekonwalescentów (dobrze znał język niemiecki), zdecydował o samoofiarowaniu się. Pod koniec lipca 1941 r. z bloku czternastego, do którego należał o. Kolbe, uciekł pewien więzień. Wicekomendant obozu, 33-letni SS-Obersturmfiihrer (porucznik) Karol Fritzsch, postanowił skazać za to dziesięciu innych więźniów z "14" na śmierć głodową. Kiedy wytypowano już owych nieszczęśników, jeden z nich, 40-letni Franciszek Gajowniczek, zaczął głośno rozpaczać słowami: "Ach, jak żal mi żony i dzieci, które osierocę". I tutaj zdarzyła się rzecz niesłychana - z szeregu wystąpił numer 16.670, zdjął obozową czapkę i stanął na baczność. "Czego chce ta polska świnia?" - zapytał Fritzsch. Wówczas niespełna 48-letni o. Maksymilian wskazał na Gajowniczka i powiedział: "Jestem katolickim księdzem, jestem stary; chcę umrzeć za niego, bo on ma żonę i dzieci". Wicekomendant spojrzał zaskoczony, przez chwilę milczał, aż wreszcie ruchem ręki kazał Gajowniczkowi cofnąć się do szeregu. Wymizerowany zakonnik o jednym płucu przetrzymał w betonowej ciemnicy sześciu współskazanych. Niemal bez przerwy się modlił albo intonował pieśni. 14 sierpnia 1941 r., w wigilię Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, został dobity (wraz z trzema jeszcze pozostałymi przy życiu więźniami) dosercowym zastrzykiem z kwasu karbolowego, czyli fenolu. Jego ciało pochłonął ogień w obozowym krematorium. (Franciszek Gajowniczek dożył 94 lat. Zmarł 13 marca 1995r. w Brzegu na Opolszczyźnie. Pochowano go w Niepokalanowie). Śmierć o. Maksymiliana była w równej mierze wyznaniem wiary, co wyznaniem miłości, albowiem to wiara nakazała mu aż taką miłość bliźniego. Do swej ostatecznej decyzji dorastał całym życiem. A podczas dwóch tygodni strasznego umierania, bez żywności i wody, ciągle znajdował siły duchowe, by nie tylko siebie, lecz również towarzyszy przygotować na spotkanie ze Stwórcą. Wielkim zaiste świadectwem było wierzyć niezłomnie w miłość Boga, kiedy konało się nago wśród zaduchu odchodów i wymiocin dziesięciu ludzi, w ciasnym, ciemnym lochu. Po zakończeniu II wojny rozpoczęła się dyskusja w gronie teologów i prawników, czy o. Maksymilian Kolbe był męczennikiem w ścisłym znaczeniu. Czy dobrowolność jego śmierci nie jest "podejrzana"? Przecież od dziecka marzył o męczeństwie, a raz nawet stwierdził: "Pragnę być starty na proch dla Niepokalanej". Autorzy takich posądzeń zawsze jednak musieli spuszczać głowy wobec dwóch argumentów:
1/ przypomnienia, że Jezus oddał siebie w ofierze za braci;
2/ żywej postaci Franciszka Gajowniczka, który głoszenie świętości zakonnika z Niepokalanowa uczynił misją swego życia.
Maksymilian Kolbe powiedział któregoś dnia w obozie: "Nienawiść nie jest siłą twórczą; siłą twórczą jest miłość". Powiedział i dowiódł, a jego czyn przyrównano potem do eksplozji światła pośród czarnej nocy. Był to wstrząs regenerujący, umacniający duchowo tysiące sponiewieranych istot w pasiakach - i na tym polegała wielkość ofiary franciszkanina. Niedługo po śmierci o. Maksymiliana zaczęto go uważać za świętego przede wszystkim dzięki publikacjom włoskich franciszkanów. Na opinię tę początkowo nie miało wpływu męczeństwo, gdyż pełnej prawdy o jego okolicznościach dowiedziano się dopiero po wyzwoleniu Oświęcimia. Jesienią 1943 r. opublikowano w Padwie pierwszą biografię o. Kolbego, napisaną przez redaktora naczelnego "Italia Cattolica" prof. Piotra Chiminellego. Natomiast pierwsze druki polskie zawierające rys biograficzny o. Maksymiliana i modlitwy o jego beatyfikację ukazały się w latach 1943 i 1944 w Jerozol‹mie. Były one rozpowszechniane w wojsku polskim na Bliskim Wschodzie oraz wśród polskiej emigracji. Od tamtej chwili do czasów obecnych powstało na całym świecie ponad 500 książek i broszur, tysiące artykułów, kilka filmów, a nawet jedna opera (z muzyką D. Probsta, według libretta E. Ionesco). W piątym roku po swej bohaterskiej ofierze o. Maksymilian stał się już postacią szeroko znaną w katolickich kręgach Europy, Ameryki i Japonii. Ciągłe narastanie prywatnego kultu stało się wreszcie impulsem do wszczęcia jego procesu beatyfikacyjnego. Z inicjatywą taką wystąpił jako pierwszy, 7 kwietnia 1948 r., biskup Paweł Yamaguchi, ordynariusz Nagasaki. 24 marca tego roku, w Padwie, rozpoczęła się pierwsza faza procesu informacyjnego. Niezbędny proces uzupełniający na terenie Polski został zainicjowany 17 czerwca 1949 r. w Warszawie. Odrębną ścieżką potoczył się proces w Japonii. Podczas 24 lat trwania przewodu beatyfikacyjnego wpłynęła do Kongregacji Obrzędów olbrzymia ilość petycji tudzież oficjalnych listów postulacyjnych (w tym od kardynałów i biskupów niemieckich), aby sługa Boży Maksymilian Maria Kolbe dostąpił zaszczytu wyniesienia na ołtarze. Wiadomo, że pod koniec lat 50. kardynał Stefan Wyszyński, prymas Polski, powiedział w trakcie rozmowy z papieżem Janem XXIII: "Wasza Świątobliwość mógłby dla tego Polaka szerzej otworzyć bramy niebieskie, by wcisnął się poza kolejką".
17 października 1971 r. Paweł VI ogłosił przed światem, że kapłan franciszkańskiego Zakonu Braci Mniejszych Konwentualnych, o. Maksymilian Maria Kolbe, został wpisany w poczet błogosławionych. Jedenaście lat później - 10 października 1982 roku - na Placu św. Piotra w Rzymie, wobec dwustu tysięcy pielgrzymów ze wszystkich kontynentów, papież-Polak Jan Paweł II powiedział: "Na cześć Trójcy Przenajświętszej, dla chwały wiary katolickiej i wzrostu chrześcijańskiego życia, mocą Pana naszego Jezusa Chrystusa, Świętych Apostołów Piotra i Pawła oraz naszą, po zasięgnięciu rady wielu braci w biskupstwie, uznajemy i ogłaszamy błogosławionego Maksymiliana Kolbego świętym". W homilii Ojciec Święty zaznaczył: "Pełnią mojej władzy apostolskiej postanowiłem, że Maksymilian Maria Kolbe, który w wyniku beatyfikacji był czczony jako wyznawca, winien odtąd doznawać czci również jako męczennik".
Święty Maksymilian Kolbe jest obecnie głównym patronem diecezji bielsko-żywieckiej oraz patronem diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej. W ikonografii przedstawiany bywa zwykle na trzy sposoby:
1/ jako krótko ostrzyżony, z brodą lub bez brody, franciszkanin w charakterystycznych okrągłych okularach;
2/ jako zakonnik dostępujący chwały niebieskiej;
3/ jako więzień w obozowym pasiaku, niekiedy z aureolą z drutu kolczastego.
Ojciec Kolbe, pierwszy święty-obozowiec, nie posiada grobu. Wiatr porozwiewał jego prochy; nie rozwiał jednak pamięci o człowieczeństwie Rycerza Niepokalanej, o triumfie miłości nad nienawiścią.
Święto Maksymiliana Marii Kolbego przypada w dniu 14 sierpnia.

 

Komentarze   

 
+1 #11 Antoni 2015-12-19 20:11
SW MAKSYMILIANIE BLAGAM WYPROS LASKI POTRZEBNE DLA MNIE I RODZNY WIERZE WPODANIE SW DLONI IWYJDE ZKLOPOTOW KREDYTOWYCH --AMEN
Cytować
 
 
+2 #10 Niepokakaną kocham 2015-10-28 00:59
Mój Boże to WIELKI był człowiek. Znam historie i wiem co On zrobił dla Boga i Ojczyzny. Powinien Ten skromny i Wielki człowiek być wespół z św. Wojciechem, św. Stanisławem bp. być powinien patronem Polski.
Cytować
 
 
+2 #9 kaja 2015-09-09 11:45
jest to co chciałamm :-) ;-) :roll:
Cytować
 
 
+2 #8 Ola 2014-08-15 13:29
Gdy przyjechali po Ojca Maksymiliana, przed osadzeniem Go w Pawiaku, Święty przyjął Niemców z szacunkiem. Oprowadził Ich po terenie Niepokalanowa. Pewnie stąd to zdjęcie. Jak widać miłował także nieprzyjaciół.
Cytować
 
 
0 #7 Ellie 2013-11-14 18:41
zdjęcia nie kumam ale wiadomości pełne
Cytować
 
 
+1 #6 Radzio 2012-04-12 21:02
Nie ma tego co chciałem o bombie atomowej gdzie to jest
Cytować
 
 
+1 #5 Radzio 2012-04-12 21:02
Nie ma tego co chciałem o bombie atomowej gdzie to jest
Cytować
 
 
+2 #4 ania 2012-01-04 19:27
nie każdy jest taki jak on:sad:;-);-):- ):sad::o8):P:-* :-*:cry:
Cytować
 
 
+2 #3 Weronika 2011-09-25 17:13
J don't now ..ale tekst spoko..;-)
Cytować
 
 
+2 #2 Marysia 2011-08-08 17:30
DLACZEGO W ŚRODKU HITLEROWIEC ???
Cytować
 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież


Sonda

Czy przedsoborowa Msza Trydencka? (po łacinie)
 

Polecany link, kliknij

Reklama

Kto jest teraz on-line

Naszą witrynę przegląda teraz 143 gości